Aktualność przesłań Matek Polskiej Niepodległości.

Aktualność przesłań Matek Polskiej Niepodległości.

Wywiad

W ramach herstorycznych obchodów stulecia polskiej niepodległości, służących przede wszystkim  przywróceniu pamięci o rodzimych sufrażystkach, na przełomie  XIX i XX wieku walczących w ramach polskiego ruchu niepodległościowego o wprowadzenie całkowitego prawnego i społecznego równouprawnienia kobiet i mężczyzn, obecnie w całym kraju odbywają się setki wydarzeń kulturalnych, edukacyjnych i politycznych. Jedno z nich to HERSTORIADA, czyli cykl Kongresowych Spotkań z Herstorią w formie objazdowej akademii herstorycznej Kongresu Kobiet. 

Autor/ka: Małgorzata Tkacz-Janik. Creative Commons License LogoZdjęcie na licencji Creative Commons License.

Z pomysłodawczynią i realizatorką HERSTORIADY, doktorką nauk humanistycznych , zieloną polityczką, działaczką feministyczną i Ślązaczką Małgorzatą Tkacz-Janik, rozmawia Gert Röhrborn.

Pani Doktor, objeżdżała  Pani ostatnio z serią wykładów i spotkań spontanicznych miejscowości takie jak Wąchock, Otwock, Wąbrzeźno, Łomża, Żarnowiec, Zakopane, Bytom. Gdańsk,  Gniezno, czy Brenna zawsze w poszukiwaniu śladów działalności owych bohaterek polskiej niepodległej.  O co chodziło w tym projekcie?

MTJ: Herstoriada jako projekt zmierza do stworzenia oryginalnej mapy herstorycznej i mini-kanonu wiedzy o historii Polek. Projekt zasadza się na wskazaniu miejsc niemal nieznanych w kontekście herstorycznym, a jednocześnie budujących nieoczywistą mapę wydarzeń ważnych z punktu widzenia historii kobiet w Polsce w okresie od powstania listopadowego po rok 1918.

Projekt jest podzielony na dwa etapy i obejmuje wizje lokalne (wykłady/spotkania/akcje uliczne), w drugiej części planowana jest wystawa i publikacja, które zostaną zrealizowane na podstawie materiałów zebranych w trakcie trwania pierwszej części projektu. Za każdym tematem kryje się coś szczególnego. Wyjątkowe wydarzenia i konkretne bohaterki, heroiny polskiej herstorii. Wybrane miejsca, tematy i bohaterki splatają się w fascynującą opowieść. Malo znaną, nieobecną w narracjach historycznych lub po prostu nieumiejętnie problematyzowaną.

Czy  dziedzictwo z tamtego czasu jest w tych miejscach dziś  także odczuwalne?

MTJ: I tak, i nie. Dam Panu dwa przykłady. Zaczynałam podróż w czasie w okolicach powstań: listopadowego (1830-31) i styczniowego (1863-64) – odwiedzam Wąchock, gdzie w Klasztorze Cystersów są ukryte nie tylko czarne, żałobne suknie patriotek sprzed stu lat, ale także absolutnie unikatowa czarna, skromna, rewolucyjna biżuteria. Odniesieniem historycznym i symbolicznym tej pierwszej podróży jest dla mnie Emilia Sczaniecka (1804-1896), samarytanka trzech powstań, która ponoć przez 66 lat nie zdjęła żałoby po Polsce. Jest w kraju kilka szkół jej imienia, park, aleja oraz Głaz ku pamięci powstańców w tym Emilii, ale pamięć o „Czarnych Sukienkach” umarła w edukacji szkolnej wraz z moim pokoleniem. Tymczasem to jak najbardziej przykład patriotyzmu o randze równowartej z czynem zbrojnym. Polki  za taką żałobę były karane grzywnami, karą więzienia, a nawet zsyłkami. Kto o tym wie?

No i drugi przykład, tym razem w wyobrażonym świecie przełomu  XIX i XX wieku. Wiele kobiet staje się wówczas  działaczkami narodowymi, ale czy są nam dziś znane? Docenione? Nawet słowo działaczka czy siłaczka mają do dziś pogardliwy nieco wymiar. Przemierzam tereny województwa pomorsko-kujawskiego:  Wabrzeźno – Feliksowo – Srebrniki, i znów napotykam na herstorie, które roboczo nazywam sobie „herstorią pierwszego razu”, czyli zrobienia czegoś przez kobiety po raz pierwszy  w wymiarze politycznym. Faktem pozostaje, że ten wymiar najbardziej mnie interesuje.
W Srebrnikach urodziła się Janina Antonina Omańkowska pierwsza w historii Europy (a może i świata) kobieta, która otwierała obrady regionalnego Sejmu, w Katowicach w październiku 1922 roku.
Z drżeniem serca pukam do drzwi malutkiego probostwa i mówię na początek, że szukam niezwykłej kobiety, która się tu, w Srebrnikach, urodziła. Proboszcz ze zrozumieniem kiwa głowa i mówi: „Aaa,  tej aktorki? „ Nie, mówię.  – Posłanki, marszałkini-seniorki”. Proboszcz nic o niej nie wie.

Podobne działania, świetnie przyjmowane przez publiczność, prowadziła Pani także podczas  Kongresu Kobiet i na planie filmu „Siłaczki” Marty Dzido i Piotra Śliwowskiego, który lada moment wchodzi na wielki ekran.

Ale jak reagowano na ulicach w Polskiej prowincji na Pani energiczne występy w ubraniach his-, przepraszam, herstorycznych?

MTJ: Znakomicie. Out-fit i rekonstrukcje są dziś w modzie, ale jeszcze większe zainteresowanie budziły opowieści. Okazało się, że oczarowanie „historiami w spódnicy” jest ogromne, ze naprawdę brakuje tych przekazów, opisów, zdjęć, informacji, a może nawet czegoś w rodzaju polskiej wersji  berlińskiego archiwum Archiv der deutsche Frauenbewegung (AddF) w Berlinie. Zazdroszczę Niemkom tego Archiwum.

Jedno jest jednak dla mnie pewne po tych 10. spotkaniach. Trzeba wesprzeć oddolne organizacje i aktywistów, aby historia kobiet nabrała mocy i była bardziej rozpoznawalna oraz doceniona w całej Polsce. Postulat jest prosty – herstoria musi wejść do kanonu nauczania historii w Polsce.
Moja trasa, wbrew pierwszemu wrażeniu, także układa się w linearny porządek opowiadania historii, właśnie taki z jakim stykamy się w polskiej szkole. Jednak „Herstoriada” opowiada jakby inną, choć równoległą historię Polski, a że jestem przeciwna oddzielaniu historii od herstorii, nigdy przecież nie żyliśmy osobno jako kobiety i mężczyźni, to kanon winien obejmować wszystkich z poszanowaniem różnych aktywności. Dzieje Polski są wspólne, ale faktem jest, że opowieść o losach Polek wymaga restauracji, rewitalizacji, rekonstrukcji i mocnego wsparcia ekspertów i ekspertek wielu dziedzin , nie tylko historii, ale na przykład filozofii idei, czy gender studies.

Relacje z trasy HERSTORIADY.

W tegorocznych wyborach samorządowych znów kandydowała rekordowa ilość kobiet, coraz częściej także rozmawia się na szczeblu lokalnym o skrajnych dysproporcjach w nazewnictwie ulic. Czy widzi Pani na tym polu ścisłe powiązania z działaniami herstorycznymi?

Oczywiście. Lokalne działania na rzecz upamiętniania kobiet w nazwach ulic, placów, alei, to już niemal standard herstorycznych dobrych praktyk. W Stulecie Praw kobiet proces ten nasilił się, ale trzeba przy tej okazji pochwalić i zauważyć wieloletnie wysiłki w tym kierunku prowadzone w kilku ośrodkach w Polsce, na szczególna uwagę zasługują szlaki, spacery i projektowe społeczne archiwa w Krakowie (najstarsze!), Łodzi, Trójmieście, Lublinie i na Górnym Śląsku (Bytom, Katowice, Gliwice, Tychy, Sosnowiec, Rybnik, Świętochłowice, Ruda Śląska) oraz Śląsku Cieszyńskim, ale także wszystkie herstoryczne inicjatywy w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, wspomnianym Otwocku oraz Milanówku, czy powoli rodzące się (między innymi dzięki działalności Regionalnych Pełnomocniczek Kongresu Kobiet) w Białymstoku, Rzeszowie i innych miastach.  

Rozmawiamy w bardzo szczególnym okresie, nie tylko świętowania stulecia niepodległości Polski, a także wznowionej walki Polek o swoją społeczną podmiotowość i osobistą wolność.  Czy można na tym tle mówić o jakimś szczególnym patriotyzmie Polek – jeśli tak, to w jaki sposób w Pani ocenie wyróżnia się on od ogółu polskiego społeczeństwa?

Moim zdaniem krwisty patriotyzm Polek jest zepchnięty przez patriarchat w niepamięć, jak i dzieło historyczne Polek w ogóle. Co mam na myśli? Choćby to, że u nas rangę „sukcesów patriotycznych” mają przede wszystkim czyny militarne, te z bronią w ręku. Cierpienia żołnierza, powstańca są wyżej cenione niż codzienne zmagania i nierzadkie tragedie Matki Polki, która straciła męża, synów, braci. Zbyt mało rozmawiamy o dawnych i dzisiejszych traumach polskich. Kobiety przechowują je inaczej niż mężczyźni i są nimi wypełnione po brzegi, bo – i chyba można to w wielkim skrócie tak zarysować – przez dwa ostatnie stulecia były nimi wypełniane – niczym naczynia do przechowywania polskiego, męskocentrycznego bólu, cierpienia, krzywd.

Dzięki innej, herstorycznej soczewce można pięknie odrzeć polski patriotyzm z patosu, nie po to, aby go osłabić, ale po to, aby go wzmocnić, ucieleśnić, choćby poprzez sylwetki siłaczek z krwi i kości, z których nie tylko wywodziły się posłanki Sejmu Ustawodawczego, ale przede wszystkim cele działania tych ostatnich, jak walka z alkoholizmem, z analfabetyzmem, z biedą , z przemocą wobec kobiet, młodocianych, dzieci. „Przerobiły to wcześniej w terenie”, w Sejmie Ustawodawczym chciały to przekuć w prawo przyjazne dla kobiet, dla społeczeństwa. W ogóle mnie nie dziwi, że właśnie taką agendę miały pierwsze posłanki, to była ta „zbiorowa mądrość kobiet”,  wszystkich siłaczek razem wziętych, doświadczenie codziennej pracy, znój, pot, krew i łzy przekute w pracę polityczną.

To są właśnie te  matki – czczone zresztą i dziś rytualnie – te matki usytuowane w zbiorowej pamięci w pozie piety z synami, powstańcami umierającymi na rękach matek, żon, sióstr. To Polki, wciąż jak twierdze, zasłaniające kobiecym, delikatnym ciałem dzieci i słabszych przed wrogiem, te grottgerowskie wyobrażenia i alegorie, które zapełniły symboliczna pamięć polską i wypełniły ją ofiarami a nie bohaterkami polskiej niepodległości. Chyba nie tego oczekujemy, jako kobiety u progu trzeciego tysiąclecia. Albo, nie tylko tego, nieco szowinistycznego uwielbienia, bez uznania rangi tego, co naprawdę było ważne w pełnieniu wielu ról przez Polki przez ostatnie stulecia. Matka – Polka w tym wydaniu nie jest równoprawna żadnemu z Ojców Niepodległości. Jest za to cała poraniona, zapłakana, bezbronna, otoczona dziećmi, chorymi, zaplątana w bandaże, nie dosyć na tym, bo także w pranie tych bandaży, opatrywanie ran, modlitwę i kolejną modlitwę, rodzenie wielu dzieci w przerwach między modlitwami.
I tak bez końca.

Czy naprawdę taka Matka Polka uniosłaby tę naszą Polskę przez stulecia?  Musimy wyjść jak najszybciej poza ten obrazek. Tak, obrazek. Stworzyć naszym prababkom wizerunki,  obrazy a nie obrazki niczym do małej książeczki do nabożeństwa. Potrzebujemy wielkich formatów opisu dla Matek Niepodległości – zasłużyły na to. Zresztą nie tylko Polki, także  Niemki, Brytyjki, Austriaczki mogą być dumne ze swoich poprzedniczek Matek Europejskiej Niepodległości i współczesnej demokracji.

Na zakończenie - co Pani życzy sobie i nam wszystkim na następne stulecie? 

MTJ: Historycznego kanonu na różnych poziomach edukacji oraz edukacji regionalnej, który uwzględnia historię (herstorię) kobiet. Po drugie parytetów na listach wyborczych z nieparzystymi  miejscami dla kobiet. I po trzecie facetów, którzy wybierają feminizm, jako intrygujące i ważne źródło wiedzy o świecie i kobiet, które biorą na siebie odpowiedzialność wynikającą z bycia wolnymi, pełnoprawnymi  obywatelkami – finansową, alimentacyjną, miłosną, seksualną. Pragnę jeszcze końca przemocy i tego, aby każda kobieta i każdy facet zaznali szczęścia w dobrych związkach, by ich dzieci lub przez nich wychowywane dzieci nie dziedziczyły żadnych traum (w tym polskich) mogły robić fajną, dobra politykę, społeczeństwo przyszłości.

Galeria zdjęć:

Dziękuję bardzo gorąco  ODIHR, Fundacji Heinricha Bölla oraz Stowarzyszeniu Kongres Kobiet za to, że mogłam zrealizować pierwszą część tego projektu. Mam nadzieję na dalszą współpracę.*

* W wykładach i spotkaniach projektu wzięło udział około 550 osób w całej Polsce w wieku od 15-86 roku życia, w tym około 15% mężczyzn.
 

Zawarte w tekście poglądy i konkluzje wyrażają opinie autorki i nie muszą odzwierciedlać oficjalnego stanowiska Fundacji im. Heinricha Bölla.

 

0 Komentarze

Dodaj nowy komentarz

Dodaj nowy komentarz