W stronę zielonej energii – z kim i po co?

W stronę zielonej energii – z kim i po co?

Nie przekonamy obywateli do zwrotu ku energii odnawialnej, odwołując się do troski o klimat czy obowiązku spełniania wymagań narzuconych przez „Zachód”. Jak więc budować poparcie dla transformacji energetycznej?

Autor/ka: Sebastiano Pitruzzello. Creative Commons License LogoZdjęcie na licencji Creative Commons License.

Tekst powstał w ramach seminarium „Geo-polityka nad Wisłą i nie tylko – jak odzyskać Ziemię i przyszłość w czasach kryzysu ekologicznego” prowadzonego przez Edwina Bendyka i dr. Adama Ostolskiego w Instytucie Studiów Zaawansowanych przy wsparciu Fundacji im. Heinricha Bölla.

Transformacja energetyczna, rozumiana jako stopniowe odchodzenie od zużywania paliw kopalnych aż do całkowitej z nich rezygnacji, jest jednocześnie konieczna i niemożliwa. Jest konieczna, ponieważ chcemy uniknąć katastrofy klimatycznej. Wydaje się niemożliwa, ponieważ system społeczno-gospodarczy, który znamy, jest uzależniony od taniej i wygodnej energii z paliw kopalnych. I nawet jeśli samo przestawienie się na energię ze źródeł odnawialnych będzie niewystarczające, żeby zatrzymać zmiany klimatu, to pozostaje koniecznym elementem szerszej zmiany.

Kluczem do polskiej transformacji energetycznej jest rozpoznanie, mobilizacja lub stworzenie nowych grup, które będą mogły na niej znacząco skorzystać i ośmielą polityków do przełamania oporu tych, którzy czerpią korzyści z obecnego systemu. Beneficjenci status quo to przede wszystkim wielkie spółki energetyczne, dla których „niestabilne” mikroźródła – o ile tylko osiągną odpowiednią skalę – będą wyzwaniem biznesowym i infrastrukturalnym. Notabene, stratę dla wielkich spółek energetycznych oznacza nawet zwiększenie efektywności energetycznej, skądinąd korzystne pod każdym względem dla gospodarki i społeczeństwa. Choć zatem nie wszystko co dobre dla sektora energetyki w jego obecnym kształcie jest dobre dla Polski, to właśnie interesy wielkich spółek energetycznych wywierają decydujący wpływ na kształt polskiej polityki energetycznej. Do jakich pomijanych grup i interesów można się w tej sytuacji odwołać?

Politycy wbrew obywatelom 

Po pierwsze, ktokolwiek zdecyduje się podnieść kwestię radykalnej transformacji energetycznej, już dzisiaj może liczyć na poparcie polskiej opinii publicznej. Badania CBOS (2015, 2016) jednoznacznie pokazują, że Polacy zdecydowanie najlepiej oceniają odnawialne źródła energii pod względem ich bezpieczeństwa, perspektyw na przyszłość, wydajności energetycznej i kosztów wytwarzania energii. Przyznajemy zatem w sondażach to, czego nie ośmielają się powiedzieć politycy: przyszłość nie należy do węgla. Z kolei energia jądrowa uchodzi za niebezpieczną i kosztowną. W rezultacie, w roku 2016 aż 50 proc. respondentów jednoznacznie popierała kurs „pro-OZE”. Cała ta grupa sądziła, że rząd powinien skoncentrować się na rozwoju odnawialnych źródeł energii z promieniowania słonecznego, wiatru, wody czy biomasy. Kolejne 39 proc. uważa, że trzeba wspierać zarówno OZE, jak i tradycyjną energetykę, zaś jedynie 5 proc. popiera rozwój systemu opartego na węglu, ropie, gazie i atomie – a więc politykę kolejnych polskich rządów.

Konsekwentnie ignorowane przez większość polityków, te właśnie preferencje Polaków stanowią jednak doskonałą wiadomość dla zwolenników transformacji energetycznej. Silne poparcie społeczne było warunkiem koniecznym podjęcia i utrzymania decyzji o zmianie polityki w takich krajach jak Dania czy Niemcy. Już nawet bez poważnej debaty o znaczeniu OZE Polskie społeczeństwo wydaje się znacznie bardziej postępowe niż jego reprezentanci, odważny program na rzecz transformacji energetycznej nie oznacza zatem politycznego samobójstwa.

Pozostaje wciąż zagadką, dlaczego większość obywateli popierająca dziś rozwój OZE ma tak niewielki wpływ na kierunek prowadzonej przez państwo polityki. Kampania na rzecz wprowadzenia taryf gwarantowanych dla prosumentów, czyli drobnych i średnich konsumentów i jednocześnie producentów energii z 2015 roku (tzw. poprawka Bramory) pokazała zresztą, że są oni w stanie się zmobilizować. Sama zdolność mobilizacji nie przeszkadzała jednak kolejnym rządom w szybkim wycofaniu się ze zmian korzystnych dla prosumentów.

Wydaje się też, że aktywność ruchów antysmogowych w ostatnich kilku latach doprowadziła do zwiększenia świadomości środowiskowych kosztów korzystania z energii – nawet jeśli w tym przypadku elektrownie i elektrociepłownie nie są głównymi winowajcami problemu. Można się w tej sytuacji spodziewać dalszego poparcia dla OZE i efektywności energetycznej.

Przekonać nieprzekonanych, zmobilizować wszystkich 

Tym, których nie przekonują argumenty związane z klimatem i kosztami zewnętrznymi energii z węgla, wskazać należy agendę modernizacyjną. Globalnie już w 2016 wysokość inwestycji w OZE przekroczyła znacznie inwestycje w sektory ropy, węgla, gazu i atomu. Czas więc, aby i polskie firmy wkroczyły na rosnący rynek OZE, zaś duży popyt wewnętrzny ułatwiłby im wzrost i ekspansję.

Czyż podobna logika nie stoi za programem rozwoju polskiej elektromobilności? O ile jednak trudno spotkać kogoś, kto wierzy w sukces „polskiego e-samochodu”, o tyle polskie firmy produkujące rozwiązania OZE już mają realne osiągnięcia.

Ponadto niewypełnienie unijnych zobowiązań osiągnięcia 15 proc. udziału energii z OZE w miksie energetycznym do 2020 roku oznacza kary finansowe lub konieczność tzw. transferu statycznego, czyli płacenia za energię odnawialną krajom, które wyprodukowały jej więcej niż wynosi ich zobowiązanie. Niewątpliwie lepiej jest wydać wielomiliardowe środki na krajowe inwestycje niż przekazać je lepiej rozwiniętym sąsiadom.

Tymczasem rozwój krajowego rynku zielonej energii przy odpowiedniej legislacji jest tym bardziej prawdopodobny, że Polacy są gotowi inwestować w odnawialne źródła energii. Sondaż CBOS z 2016 roku pokazał, że 22 proc. badanych planowało w ciągu najbliższych 2–3 lat inwestycje w urządzenia umożliwiające korzystanie z odnawialnych źródeł energii w domu lub budynku gospodarczym, przede wszystkim na własne potrzeby. Stać może za tym nie tyle troska o środowisko, ile droga wielu Polakom chęć działania na własną rękę i poza systemem – choćby na przekór „Big Energy” i rosnącym cenom prądu. Dla klimatu nie ma jednak znaczenia, z jakiego powodu rezygnujemy z węgla: skutki działań liczą się bardziej niż intencje.

Jednocześnie eksperci wskazują, że przy obecnych regulacjach i ich niestabilności inwestycje indywidualnych prosumentów obarczone są zbyt dużym ryzykiem. Mogą być jednak opłacalne przy korzystaniu z dotacji oraz w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw. Ze względu na rosnące ceny prądu energia z OZE zużywana na własne potrzeby w tym sektorze już dziś jest konkurencyjna bez specjalnych polityk wsparcia.

Kolejną ważną grupą, która może skorzystać na rozwoju OZE, są rolnicy. Nie bez powodu zresztą właśnie PSL uchodzi za partię, która najbardziej sprzyja energii odnawialnej. Indywidualne wytwarzanie energii mogłoby współwystępować z działalnością rolniczą i stanowić dodatkowe źródło dochodu dla wsi, przy czym fotowoltaika w połączeniu z biomasą może zapewnić zasilanie przez całą dobę. Rozwojem lokalnych źródeł energii zainteresowane są często niewielkie gminy, takie jak Kisielice czy Gierałtowice. Motywacją dla inwestycji może być zarówno chęć pozyskania dodatkowych dochodów dla gminy i jej mieszkańców, jak i zwiększenie bezpieczeństwa kluczowych elementów infrastruktury na wypadek przerw w dostawie energii z sieci. Można również wyobrazić sobie sytuację, w której również mieszkańcy miast – gdzie inwestycje w OZE nastręczają więcej kłopotów – będą mogli inwestować w instalacje tworzone w mniejszych gminach w Polsce, dostarczając im niezbędny kapitał.

Do tego warto dodać, że globalnie, ważnym aktorem w transformacji energetycznej są właśnie wielkie miasta. Nic nie stoi więc na przeszkodzie, żeby tak stało się również w Polsce – na przykład Warszawa już dziś jest członkiem wielu proklimatycznych porozumień. Miasta angażują się przede wszystkim w rozwój efektywności energetycznej – ostatecznie, najbardziej ekologiczna energia to ta, która nie została wytworzona ani zużyta. W zależności od lokalnych warunków, możliwe są też lokalne inwestycje w OZE – na przykład miejską fotowoltaikę.

Kluczem do przeprowadzenia transformacji energetycznej jest przywołanie innych motywacji niż te związane z troską o klimat czy obowiązkiem spełniania wymagań narzuconych przez „Zachód”. Niezbędne jest przedstawienie transformacji energetycznej nie jako koniecznego poświęcenia, ale jako szansy na lepsze życie, zarobek lub oszczędności dla firm, gmin, spółdzielni, gospodarstw rolnych czy drobnych inwestorów.

Szerokie zaangażowanie ludzi na rzecz takiego projektu będzie możliwe przy zdecydowanej woli politycznej, która gwarantować będzie stabilne prawo, warunki racjonalnego planowania inwestycji i obniżenia kosztów kapitału – oraz stworzeniu warunków, które pozwolą korzystać z OZE nie tylko wielkim koncernom i bogatym hobbystom.

Jak dotąd, niestety, sposób tworzenia regulacji dotyczących OZE w Polsce jest jak najdalszy od spełnienia tych warunków. Nacisk opinii publicznej może jednak pomóc przybliżyć się do tej sytuacji. Zatem w zbliżającym się maratonie wyborczym nie zapominajmy pytać swoich partii o ich plan dla energii odnawialnej.

Zawarte w tekście poglądy i konkluzje wyrażają opinie autorki i nie muszą odzwierciedlać stanowiska Fundacji im. Heinricha Bölla.

Powiązane treści

  • Zielony kapitalizm – utopia czy oksymoron?

    Komentarz

    Nie wystarczy, że będziemy kupowali jedzenie organiczne, stosowali technologie energooszczędne i używali towarów wyprodukowanych z przetworzonych odpadów. Powiedzmy sobie uczciwie: bez ograniczania konsumpcji nie da się myśleć poważnie o ograniczaniu zmian klimatycznych.

    Karolina Safarzyńska

0 Komentarze

Dodaj nowy komentarz

Dodaj nowy komentarz