Po COP 19 w Warszawie – Szach mat dla międzynarodowej polityki klimatycznej - Ekologia

Ci co wyszli i ci co zostali – społeczeństwo obywatelskie na COP 19

Tekst analizy w PDF

Niewygórowane oczekiwania

W 2011 roku konferencja w Durbanie roku ożywiła nadzieje na wiążące porozumienie klimatyczne. Strony zgodziły się na przyjęcie najpóźniej do 2015 roku porozumienia dotyczącego wszystkich państw, a także wdrożenie go od roku 2020. Dodatkowo, nowoutworzona doraźna grupa robocza do spraw Platformy z Durbanu na rzecz intensyfikacji działań (ADP) otwarła ścieżkę negocjacyjną (program zadaniowy II) w celu osiągnięcia ambitniejszych celów redukcji emisji przed rokiem 2020. Jest to kluczowy okres, w którym poziom globalnych emisji musi przestać rosnąć (konkretnie w roku 2015, według przewodniczącego IPCC Rajendra Pachauriego), w tym czasie należy także zapewnić odpowiednie i stabilne finansowanie dla niskowęglowego rozwoju na Północy i Południu. Oczekiwania wobec konferencji klimatycznej w Warszawie były jednak najniższe w historii – i w tym sensie COP nie rozczarował.

Tragiczne skutki tajfunu Haiyan, który spustoszył Filipiny i sąsiednie kraje tuż przed rozpoczęciem negocjacji wstrząsnął zarówno delegatami, jak i obserwatorami szczytu. Emocjonalny apel Yeb Sano z delegacji Filipin uczynił go jedynym bohaterem COP 19 i spowodował, że wiele osób w geście solidarności przyłączyło się do jego dobrowolnego postu (a nie strajku głodowego, jak donosiły niektóre media). Było to pierwsze tego typu wydarzenie w historii szczytów klimatycznych i z pewnością jasny sygnał, że wielostronne negocjacje, w obliczu braku politycznej woli i wzajemnego zaufania, wyczerpały chyba swój potencjał do wypracowania porozumienia odpowiadającego na antropogeniczny charakter zmian klimatu i udzielającego kolektywnego wsparcia najbardziej poszkodowanym krajom. Yeb Sano i rosnące grono jego naśladowców zadeklarowało post 13. każdego miesiąca jako formę upamiętnienia wydarzeń COP 19 [1].

Mimo że klimat zmienia się na naszych oczach, Unia i pozostałe kraje Aneksu I zdają się nie dostrzegać pilności problemu. Ich uwagę pochłania pogłębiający się strukturalny kryzys gospodarczy i finansowy, a wielostronne działania na rzecz przeciwdziałania zmianom klimatu zajmują odległe miejsce w ich politycznych programach.

Choć po warszawskim szczycie nie spodziewano się wiele, optymiści mimo wszystko mieli nadzieję, że na półmetku przygotowań do przyjęcia porozumienia w 2015 roku nastąpi postęp przynajmniej w następującym zakresie:
• Powstania przejrzystego (i ambitnego) harmonogramu dla określenia przez wszystkie Strony deklarowanych celów zmniejszenia emisji, które zostałyby wpisane do porozumienia z 2015 roku;
• Uzgodnienia, że deklarowane cele i wkłady będą mierzone według jasnych kryteriów umożliwiających postawienie ambitnych celów w oparciu o zasadę sprawiedliwości (equity);
• Konkretnych sum i planu działania dla zwiększenia finansowania po uruchomieniu „szybkiej” pomocy po 2012 roku – w celu realizacji zobowiązania do przeznaczania do 2020 roku 100 miliardów dolarów rocznie oraz zasilenia Funduszu Adaptacyjnego środkami finansowymi pozwalającymi na realizację jego celów przynajmniej w minimalnym zakresie;
• Stworzenia międzynarodowego mechanizmu strat i szkód uzgodnionego w Dausze;
• Konkretnych decyzji odnośnie dalszych działań zmierzających do zaoszczędzenia gigatony emisji przed rokiem 2020, a także uzgodnienia planu działań dla utrzymania globalnego ocieplenia w granicach 2 °C lub nawet 1,5 °C.

Mało ambitne plany i rezygnacja z zasady sprawiedliwości w kontekście działań ADP
ADP podjęło decyzję zatytułowaną „Further advancing the Durban Platform” („Dalsze postępy Platformy z Durbanu”) (http://unfccc.int/files/meetings/warsaw_nov_2013/decisions/application/pdf/cop19_adp.pdf). Jednak jej nazwa kłóci się z treścią samego dokumentu, który nie stanowi postępu w realizacji celów z Durbanu lecz w istocie osłabia przyznany ADP mandat! Pierwszy tydzień COP 19 upłynął pod znakiem otwartych konsultacji, drugi tydzień to już zaciekła walka o każde słowo w projekcie decyzji, która ostatecznie z sześciu stron skurczyła się do trzech i w swoim ostatecznym kształcie została wypłukana z niemal jakiejkolwiek treści.
Najistotniejszy fragment zawarto w paragrafie 2 (b):

"Zaprosić wszystkie Strony do zainicjowania lub zintensyfikowania krajowych przygotowań mających na celu określenie na szczeblu państwowym wkładów, które kraje zamierzają wnieść, bez przesądzania prawnego charakteru tychże wkładów, w kontekście przyjęcia protokołu, innego prawnego instrumentu lub uzgodnionego rezultatu z mocą prawną podlegającego Konwencji i mającego zastosowanie wobec wszystkich Stron, dążącego do zrealizowania celu Konwencji określonego w jej Artykule 2 i zakomunikowania ich z odpowiednim wyprzedzeniem przed dwudziestą pierwszą sesją Konferencji Stron (do pierwszego kwartału 2015 roku przez Strony do tego gotowe) w sposób jasny i przejrzysty oraz umożliwiający zrozumienie jakie wkłady kraje zamierzają wnieść, bez przesądzania prawnego charakteru tychże wkładów;”

Sformułowanie “określone na szczeblu państwowym wkłady, które kraje zamierzają wnieść” rozwiązuje zażarty spór między krajami rozwiniętymi a gospodarkami wschodzącymi, gdyż dotychczas jedne opowiadały się za „zobowiązaniami dla wszystkich”, a drugie za “zobowiązaniami tylko dla krajów rozwiniętych i (dobrowolnymi) działaniami dla krajów rozwijających się”. Treść paragrafu doskonale uwypukla również właściwie jedyną kwestię, w sprawie której wszystkie największe gospodarki / emitenci (tak z Północy jak i Południa) są w stanie mówić jednym głosem: jakikolwiek wkład kraje gotowe są wpisać do porozumienia z 2015 roku może być ustalony tylko i wyłącznie oddolnie, w oparciu o to, jaki wkład państwa uznają za słuszne w obliczu ich wewnętrznych uwarunkowań, a nie pilną potrzebę globalnej redukcji emisji.

W tak skonstruowanym mechanizmie nie pozostawiono miejsca dla określenia zobowiązań w oparciu o parametry naukowe czy zasadę sprawiedliwości, ich realizacja pozostanie też poza wszelką kontrolą zewnętrzną. Wszystkie te czynniki musiałyby być uwzględnione jeśli miałoby dojść do uzgodnienia bardziej ambitnych celów polityki klimatycznej. Harmonogram działań także rozmija się z oczekiwaniami: wkłady mają zostać zgłoszone dopiero w pierwszym kwartale 2015 roku. Nie może stać się to wcześniej, choćby podczas Szczytu Klimatycznego Wysokiego Szczebla organizowanego przez Sekretarza Generalnego ONZ Ban Ki-Moona, który ma odbyć się 23 września 2014 roku. (Ten dość rozwlekły harmonogram po części wynika z kalendarza politycznego USA, gdzie na początek listopada 2014 roku zaplanowane są wybory uzupełniające do Kongresu).
Na plus można zaliczyć fakt, iż małe państwa wyspiarskie i inne progresywne Strony zdołały przeforsować we wspomnianym paragrafie 2 (b) odniesienie do Artykułu 2 [2]. Wprowadza to nadrzędny cel, który musi zostać uwzględniony przy ustalaniu „określonych na szczeblu państwowym wkładów, które kraje zamierzają wnieść”. I choć Chiny czy USA mogą z satysfakcją odnotować, że wszystko to ma się wydarzyć „bez przesądzania prawnego charakteru wkładu”, zapis ten pozostawia jednak promyk nadziei, że przed końcem 2015 roku mimo wszystko da się wynegocjować korzystne porozumienie. I choć zanosi się, że uzyskanie takiego rezultatu będzie bardzo trudne to w tym momencie lepszy jest promyk nadziei niż całkowity jej brak.

Wykreślenie w tekście decyzji ADP odniesienia do zasady sprawiedliwości jest niepokojące. Nową dynamikę do ostatniej rundy negocjacji w Bonn wprowadził pomysł Ram Odniesienia dla Zasad Sprawiedliwości (Equity Reference Framework) (http://www.climatenetwork.org/sites/default/files/can_convention-based_indicators_sept2013.pdf), a także podobne inicjatywy popierane przez niektóre państwa rozwijające się (LDC, AOSIS, Grupa Afrykańska – w szczególności RPA). Tymczasem Indie, tradycyjnie twardo broniące tego typu rozwiązań (czym zasłużyły sobie na miano „królowej sprawiedliwości”), zadbały tym razem o to, by sformułowania dotyczące zasady sprawiedliwości nie pojawiły się w kilku punktach negocjowanego dokumentu. Indie doszły do wniosku, iż, zamiast podkreślać historyczną odpowiedzialność krajów rozwiniętych, odniesienia do zasady sprawiedliwości kładą zbyt duży nacisk na przyszłe wysiłki łagodzenia skutków zmian klimatu. Jednak rzeczywiste przyczyny tego posunięcia są obecnie dyskutowane, mogą być one dość złożone i być efektem wewnątrzkrajowej polityki.

Wąska interpretacja zasady sprawiedliwości jako historycznej odpowiedzialności została podjęta przez Brazylię. Zaproponowała ona by IPCC opracował metodologię określania historycznej odpowiedzialności, która następnie posłużyłaby za wytyczne dla określania wkładów w porozumieniu z 2015 roku. Propozycja w nieznacznie zmienionej formie została wsparta przez grupę G77 i Chiny. Stała się w dalszej kolejności przedmiotem ostrych polemik między krajami Aneksu 1 i krajami nienależącymi do Aneksu 1, szczególnie podczas pierwszego tygodnia szczytu. Propozycja wzbudziła też gorące dyskusje w łonie grupy G77, uwidaczniając coraz większy rozdźwięk między dużymi emitentami a walczącymi o przetrwanie małymi państwami wyspiarskimi i państwami najsłabiej rozwiniętymi.

Nie każda Strona UNFCCC zgadza się, by zasada sprawiedliwości zajmowała poczytne miejsce w nowym porozumieniu klimatycznym z 2015 roku. Nie wszyscy są też przekonani, że jest to konieczny wymóg ambitnej polityki klimatycznej. Ale nawet kraje, które chcą ją widzieć jako główną zasadę normatywną przyszłego porozumienia zdają się zupełnie nie wiedzieć w jaki sposób uczynić ją kluczowym elementem negocjacji nie rezygnując jednocześnie ze swoich własnych celów negocjacyjnych. Oddaje to doskonale ducha i dynamikę negocjacji w ramach programów zadaniowych I i II: gdy program zadaniowy II (działania na rzecz redukcji emisji przed rokiem 2020) postrzega się jako niezbędny krok do osiągnięcia konsensusu w programie zadaniowym I (negocjacje porozumienia z 2015 roku), wówczas aby zablokować ten drugi wystarczy hamować postępy w tym pierwszym. Szach i mat, klimat przegrywa.

Plan działań ADP nie zawiera przesadnie ambitnych celów: dwie ministerialne rundy negocjacyjne wysokiego szczebla w 2014 roku (Bonn i Lima) raczej nie wniosą większej jasności jeśli zrezygnowano ze zorganizowania warsztatów opracowujących podstawowe techniczne dokumenty. Mimo to istnieje szansa, że przyczynią się do zwiększenia politycznych oczekiwań i przywrócenia zmianom klimatu politycznego wymiaru, gdyż jest to właściwa płaszczyzna do podjęcia odpowiednich działań. Z tym że nie chodzi tu kolejne okrągłe stoły czy oratorskie popisy ministrów, lecz wpisanie polityki klimatycznej jako integralnego elementu krajowych programów politycznych!

Winowajcy
Istnieje wiele teorii, kogo należałoby obarczyć odpowiedzialnością za niepowodzenie szczytu. Oto narzucający się winowajcy:
Umbrella Group (Grupa Parasolowa) zdołała uczynić z COP 19 pierwszą w historii konferencję klimatyczną, na której państwa rozwinięte zmniejszyły deklarowane cele redukcji. Kanada już w zeszłym roku wypisała się z Protokołu z Kioto, gdy stało się jasne, że w wyniku eksploatacji piasków roponośnych nie wywiąże się z zobowiązań przypadających na pierwszy okres rozliczeniowy. Nowy rząd Australii kilka tygodni przed szczytem ogłosił, że cofnie i tak mało ambitne ustawy klimatyczne uchwalone przez poprzedników. Niechlubna palma pierwszeństwa przypadła jednak Japonii, która podczas pierwszego tygodnia negocjacji ogłosiła osłabienie swoich zobowiązań redukcyjnych przed 2020 rokiem. Władze tłumaczyły swoją bierność sytuacją po Fukushimie, ale argument ten japońskie organizacje pozarządowe szybko i bez większego trudu rozmontowały. Nowy cel zakłada, iż do 2020 roku emisje zostaną zwiększone o 3,1 % w porównaniu do poziomów z 1990 roku.

Na tle oburzających i samolubnych posunięć trzech wspomnianych państw, USA – tradycyjny adresat pretensji państw rozwijających się – wyglądały na całkiem porządnego gracza. Choć Amerykanie przyłożyli rękę do niektórych niepowodzeń szczytu w Warszawie, jak na przykład mało ambitnego harmonogramu negocjacji porozumienia z 2015 roku czy braku porozumienia w sprawie transferu technologii. UE zdołała zamieść pod dywan swoje wewnętrzne nieporozumienia z Polską - uparcie blokującą politykę klimatyczną i odmawiającą przyjęcia celów redukcyjnych - i znacznie zwiększyć swoje zobowiązania finansowe. I to pomimo sporych wątpliwości względem jej mało ambitnych celów na rok 2030. Potężne grupy interesu lobbują teraz w Brukseli za „pragmatycznym” podejściem, które powinno być „technologicznie neutralne” i jakkolwiek miałoby ono podtrzymać obecne cele redukcji emisji to zakładałoby jednoczesną rezygnację z celów dla energii odnawialnych i efektywności energetycznej. Podejście to nie tylko zapewniłoby energii jądrowej i „czystemu węglowi” miejsce w przyszłym europejskim miksie energetycznym, ale również podważyłoby potencjalne przywództwo UE w przygotowaniach do szczytu w Paryżu.

Zrozumiałe jest, że rozgniewało to kraje rozwijające się, które nie zamierzają iść na kompromis. Dlatego też przynajmniej pierwszy tydzień w Warszawie upłynął na bezowocnym obstawaniu każdego przy swoim, co odbierało nadzieję na jakikolwiek przełom. Podczas gdy grupa G77 i Chiny, wsparte przez grupę LDC, Grupę Afrykańską i małe rozwijające się państwa wyspiarskie, zdołały utworzyć jednolity front spajany przez krytykę mało ambitnej polityki klimatycznej krajów rozwiniętych, to jasne było, że Like Minded Developing Countries (LMDC – w tym Boliwia, Chiny, Kuba, Ekwador, Egipt, Indie, Mali, Malezja, Nikaragua, Filipiny, Arabia Saudyjska, Tajlandia i Wenezuela) będą najsilniej bronić zasad zapisanych w UNFCCC, w tym także CBDR. Musiało się to odbić na postępach w negocjacjach, co sprowokowało Unijną Komisarz ds. Klimatu Connie Hedegaard do publicznego oskarżenia grupy LMDC o blokowanie negocjacji i działanie opowiadanie się przeciwko zasadzie sprawiedliwości. W odpowiedzi grupa LMDC oskarżyła UE o otwartą wrogość. Ta krótka wymiana ciosów pokazuje tylko jak dramatyczny jest brak zaufania i frustracja po obydwu stronach.

Welcome to Coal-land!
Co można powiedzieć o gospodarzach COP 19? Polska polityka energetyczna opiera się na paliwach kopalnych, w szczególności węglu. W tygodniach bezpośrednio poprzedzających szczyt w Warszawie przedstawiciele rządu w oficjalnych wypowiedziach nie pozostawiali wątpliwości co do roli i znaczenia węgla, który przez władze postrzegany jest jako gwarant wzrostu i konkurencyjności polskiej gospodarki. Zresztą Polska dała już się poznać jako hamulcowy ambitniejszej polityki klimatycznej na szczeblu unijnym. W tym kontekście można tylko spekulować, dlaczego polski rząd zaproponował zorganizowanie COP 19 w Warszawie. Jednym z powodów mogła być chęć promocji walorów turystycznych Polski czy też pochwalenia się rodzimym wzrostem gospodarczym. Innym, dużo bardziej cynicznym powodem mogło być przekonanie, że wcielenie się w rolę gospodarza szczytu pozwoli tym efektywniej blokować ambitniejsze cele dla globalnej i unijnej polityki klimatycznej.

Nie ulega wątpliwości, że kluczem dla zrozumienia polskiego myślenia o międzynarodowej polityce klimatycznej, a co za tym idzie także COP 19 i przyjętej przez Polskę strategii negocjacyjnej, jest rola, jaką odgrywa w kraju sektor paliw kopalnych, a zwłaszcza branża węglowa. Po raz pierwszy w historii szczytów klimatycznych duże międzynarodowe i polskie spółki zostały zaproszone na szczyt w charakterze (jedynych) oficjalnych partnerów Szczytu. Wśród nich znalazły się polska Grupa Lotos (zajmująca się wydobyciem i przetwórstwem ropy naftowej oraz dystrybucją produktów ropopochodnych [3]) oraz Polska Grupa Energetyczna (spółka kontrolowana przez Skarb Państwa, największy polski producent energii elektrycznej posiadający elektrownie opalane głównie węglem kamiennym i brunatnym [4]). Dodatkowo, podczas drugiego tygodnia COP-u polskie Ministerstwo Gospodarki gościło w Warszawie Międzynarodowy Szczyt Węgla i Klimatu  zorganizowany przez Światowy Związek Węglowy pod hasłem “Czyste technologie węglowe, szanse i innowacje”.

W przekazie medialnym głównego nurtu na temat szczytu klimatycznego przeważał ton silnie podkreślający zarówno konieczność zapewnienia przyszłości dla (polskiego) węgla jak i znaczenie „czystych technologii węglowych” (sformułowanie w ostatnich tygodniach odmieniano w Polsce przez wszystkie przypadki). Z drugiej strony, największe polskie i międzynarodowe organizacje pozarządowe w prawie każdym wystąpieniu publicznym wskazywały na konieczność rezygnacji z gospodarki węglowej na rzecz OZE i efektywności energetycznej. Jedną z kluczowych antywęglowych akcji podczas COP była mała, ale dobrze przygotowana demonstracja „Zdrowie czy Węgiel”, zorganizowana przez CEE Bankwatch Network, Climate Alliance Germany, 350.org, LUSH, Cough4Coal i Tools for Action. Akcja wsparta została przez Polską Koalicję Klimatyczną i odbyła się tego samego dnia co Szczyt Węgla i Klimatu, pod budynkiem Ministerstwa Gospodarki goszczącego uczestników szczytu.

Innym dość drastycznym przykładem lekceważącego stosunku polskiego rządu wobec międzynarodowych negocjacji klimatycznych było przeprowadzenie przez premiera Donalda Tuska restrukturyzacji rządu w drugim tygodniu COP. W apogeum trudnych rozmów między uczestnikami szczytu Minister Środowiska i Prezydent COP Marcin Korolec został zastąpiony przez Macieja Grabowskiego (byłego podsekretarza stanu w Ministerstwie Finansów). Oficjalnie Korolec pozostanie przewodniczącym negocjacji klimatycznych jako „Pełnomocnik Rządu do spraw Polityki Klimatycznej”, jednak w praktyce oznacza to obniżenie rangi zarówno samego zainteresowanego (będzie zaledwie nadzwyczajnym członkiem korpusu służby cywilnej), jak i znaczenia, jakie polska prezydencja COP przypisuje międzynarodowej polityce klimatycznej. Mimo że Korolca trudno postrzegać jako szczególnie progresywnego Ministra Środowiska, jego odwołanie podczas COP ściągnęło na Polskę falę krytyki ze strony polskich i zagranicznych mediów oraz organizacji pozarządowych. Podkreślano, że osłabiło to prezydencję Szczytu i odwróciło uwagę uczestników szczytu od negocjacji wysuwając na pierwszy plan kwestie administracyjne. Jeszcze bardziej drażniący jest fakt, iż Korolec został odwołany aby przyspieszyć prace nad stworzeniem ram prawnych dla eksploracji polskich złóż gazu łupkowego.

Tymczasem polski rząd roztacza po szczycie propagandę sukcesu. Prezydent COP Marcin Korolec zauważył, że w Warszawie „osiągnięto wszystkie zakładane cele”, do sukcesów szczytu zaliczając zarysowujący się konsensus w sprawie potrzeby zawarcia porozumienia obejmującego wszystkie państwa, przygotowanie planu działań wiodącego do jego podpisania w 2015 roku i stworzenie Warszawskiego Mechanizmu Strat i Szkód. Dla Ministerstwa Gospodarki ważnym osiągnięciem szczytu było otwarcie dialogu z biznesem. Polskie organizacje pozarządowe wprawdzie przyznają, że szczyt odniósł pomniejsze sukcesy, jednak silnie krytykują brak przywództwa polskiego rządu, ostrzegając, że polska prezydencja zapamiętana zostanie głównie za sprawą wyrachowanych i niedorzecznych posunięć podczas samej konferencji (odwołanie Ministra Środowiska Marcina Korolca czy organizacja Szczytu Węgla i Klimatu), a także przyzwolenia polskich władz na zawłaszczanie negocjacji przez polskie i międzynarodowe lobby węglowe.

Warszawski międzynarodowy mechanizm strat i szkód związany ze skutkami zmian klimatu
Straty i szkody powstają w efekcie braku odpowiednich i pilnie potrzebnych działań na rzecz łagodzenia skutków zmian klimatu, a także niewystarczającego wsparcia dla działań adaptacyjnych w postaci finansowania, technologii i wzmocnienia instytucjonalnego. Wzmożone działania adaptacyjne mogą dziś ograniczyć straty i szkody, lub nawet im zapobiec, jednak ich efektywność ma swoje granice. Na świecie występują coraz liczniejsze i przybierające na sile ekstremalne zjawiska pogodowe, a także zjawiska rozwijające się stopniowo, jak podnoszenie się poziomu mórz, wzrost temperatur, czy zakwaszanie oceanów. Powoduje to, że adaptacja staje się coraz trudniejsza lub, w przypadku szczególnie narażonych krajów rozwijających się, wręcz niemożliwa. Szkody i straty związane ze zmianami klimatu mają zarówno wymiar ekonomiczny jak i pozaekonomiczny. Do tego pierwszego można zaliczyć na przykład utratę zbiorów w wyniku wzrostu temperatur, kurczenie się produktywnych obszarów w efekcie zjawisk rozwijających się stopniowo, jak na przykład podnoszenia się poziomu oceanów. Ten drugi oznacza choćby straty kulturowe w wyniku wymuszonego przenoszenia się ludności lub planowanych przesiedleń. W ramach UNFCC powołano szereg instytucji obarczonych zadaniem wdrażania działań adaptacyjnych. Jednak zważywszy na ich obecny mandat i stopień złożoności zagadnienia, potrzebny jest międzynarodowy mechanizm strat i szkód, który mógłby stanowić odpowiedź na zjawiska wykraczające poza ramy przewidziane dla działań adaptacyjnych.

Stworzenie tego mechanizmu zostało uzgodnione na zeszłorocznej konferencji w Dausze, co było priorytetem wielu państw rozwijających się. Jako zagadnienie bardziej o charakterze politycznym niż technicznym, mechanizm był jedną z pierwszych kwestii negocjowanych na szczeblu ministerialnym. „Warszawski międzynarodowy mechanizm strat i szkód związany ze skutkami zmian klimatu” (http://unfccc.int/files/meetings/warsaw_nov_2013/decisions/application/pdf/cop19_lossanddamage.pdf) podlega Ramom Instytucjonalnym Działań Adaptacyjnych z Cancun, w których zresztą pomysł się narodził. Decyzja powołuje także komitet wykonawczy, który będzie działał pod przewodnictwem i nadzorem COP. Warszawski mechanizm będzie poddany rewizji na dwudziestej drugiej konferencji klimatycznej (COP 22 w 2016 roku).

Mechanizm wyposażono w wiele funkcji, w tym (a) poszerzanie wiedzy i zrozumienia odnośnie sposobów kompleksowego zarządzania ryzykiem w związku ze stratami i szkodami związanymi z niekorzystnymi skutkami zmian klimatu, w tym efektami zjawisk rozwijających się stopniowo; (b) Wzmocnienie dialogu, koordynacji, spójności i synergii między odpowiednimi interesariuszami; i (c) Zintensyfikowanie działań i wsparcia, w tym finansowego, technologicznego i wzmocnienia instytucjonalnego, związanych ze stratami i szkodami powstałymi w następstwie niekorzystnych skutków zmian klimatu, tak by umożliwić krajom podjęcie działań.

Mechanizm może być pierwszym krokiem do podjęcia problemu strat i szkód spowodowanych przez zmiany klimatu. W przyjętej decyzji uznaje się, że straty i szkody „wykraczają kwestię adaptacji”, przyznając tym samym, że istnieje różnica między adaptacją a stratami i szkodami. Jednak podporządkowanie mechanizmu Ramom Instytucjonalnym Działań Adaptacyjnych z Cancun może sprowadzić go do działań adaptacyjnych i zarządzania ryzykiem, co uczyniłoby straty i szkody czymś na kształt podkategorii działań adaptacyjnych. Lepszym rozwiązaniem byłoby utworzenie samodzielnego mechanizmu, jak postulowały i domagały się niektóre państwa rozwijające się. W obecnej sytuacji mamy do czynienia raczej z krokiem wstecz niż z krokiem naprzód.
Decyzja COP ustaliła warunki pierwszego posiedzenia Komitetu Wykonawczego, co można odczytywać jako próbę nadania inicjatywie wysokiej rangi politycznej. Jeśli plan działań zostałby przygotowany przed COP 20 a właściwe procedury ustalone podczas tejże konferencji, komitet mógłby zacząć pracę tuż po COP 20. Rewizja mechanizmu podczas COP 22 zaplanowanego na rok 2016 mogłaby stać się okazją do uniezależnienia go od Ram Instytucjonalnych Działań Adaptacyjnych z Cancun.

Klimat i finanse
Kraje rozwijające się przyjechały do Warszawy z nastawieniem, że COP 19 będzie „COP-em finansowym”. W ich przekonaniu zostało im to w sposób dorozumiany przyrzeczone w zamian za poparcie tzw. „Doha Gateway”. W Warszawie miały zapaść decyzje dotyczące finansowania długoterminowego, Zielonego Funduszu Klimatycznego, Stałego Komitetu ds. Finansowania oraz piątego przeglądu mechanizmu finansowego. W tym kontekście oczywiste było, że na pierwszy plan negocjacji wysunęła się nieadekwatność publicznych środków finansowych jakie kraje rozwinięte przekazują na rzecz łagodzenia i przystosowywania się do skutków zmian klimatu. Na konferencji nie zdołano uzgodnić konkretnych zobowiązań i planu działania dla wypełnienia zobowiązania z Kopenhagi przewidującego przekazywanie do 2020 roku 100 miliardów dolarów rocznie. W założeniu miało to nastąpić poprzez zwiększenie puli środków, które w wysokości 10 miliardów dolarów przekazywane były w ramach „szybkiej” pomocy, wygasłej w zeszłym roku. Przyczyniło się to do pogłębienia i tak już sporej nieufności między państwami rozwiniętymi a państwami rozwijającymi się. Był to także powód, dla którego państwa rozwijające się nalegały, aby kraje rozwinięte najpierw zrealizowały swoje obecne zobowiązania emisyjne i finansowe, a dopiero później debatowały nad ewentualnymi zobowiązaniami, które mają być wpisane do porozumienia z Paryża.

Przez ostatnie dwa lata, od konferencji w Durbanie, dyskutowano o różnorodnych źródłach długoterminowego finansowania łagodzenia skutków zmian klimatu i działań adaptacyjnych, jednak jak ognia unikano oficjalnego deklarowania konkretnych celów pośrednich zwiększających pomoc w latach 2013-2020. Warszawska decyzja dotycząca długoterminowego finansowania (http://unfccc.int/files/meetings/warsaw_nov_2013/decisions/application/pdf/cop19_ltf.pdf) wpisuje się w ten schemat negocjacyjny. Wprawdzie po raz kolejny zgodzono się co do sumy przekazywania 100 miliardów dolarów rocznie w 2020 roku, a także potwierdzono konieczność dalszych rozmów w tym zakresie, jednak znowu nie padły żadne konkretne sumy i daty, choć kraje rozwijające się naciskały na zapisanie zobowiązania przewidującego pomoc w granicach 60-70 miliardów dolarów rocznie od połowy okresu 2013-2020. Tymczasem państwa rozwinięte zdołały przeforsować zapisy dotyczące stworzenia przyjaznego środowiska („enabling environment”) dla finansowania z różnych źródeł (i przypuszczalnie bez wkładów ze strony krajów nienależących do Aneksu II). Zapisy te powstały przede wszystkim z myślą o środkach prywatnych, które w niewielkim tylko zakresie miałyby zostać wsparte pomocą pochodzącą ze środków publicznych państw rozwiniętych. Jedynym nowym i konkretnym wymogiem jaki przyjęły na siebie kraje rozwinięte jest składanie raz na dwa lata sprawozdań odnośnie przyjętych rozwiązań względem finansowania w okresie do 2020 roku (obejmujących jakościowe i ilościowe aspekty tychże rozwiązań), a także zobowiązanie do uczestnictwa raz na dwa lata w dialogu ministerialnym wysokiego szczebla. Obydwa te działania mają być realizowane od 2014 roku.

Można mieć wątpliwości czy ministerialne spotkania wysokiego szczebla wniosą dużo nowego. Obserwując podczas COP 19 dwudniowe spotkanie ministerialne dotyczące finansowania nietrudno było dojść do przekonania, że w obliczu braku politycznej woli do składania wiążących obietnic jest ono w stanie zaowocować zaledwie kilkoma „nowymi i dodatkowymi” zobowiązaniami finansowymi, które dałoby się ująć w konkretnych liczbach. Ostatecznie, krajom rozwiniętym udało się utrącić „finansowy COP” niewielkim kosztem. Po prostu zapomniano o stworzeniu planu działania dla pozyskiwania 100 miliardów dolarów rocznie, w zamian zdecydowano się na dużo łatwiejszy w realizacji, ale i w znacznym stopniu symboliczny gest w postaci zasilenia Funduszu Klimatycznego środkami pozwalającymi dopiąć jego budżet na 2013 rok, do zakładanej sumy zaledwie 100 milionów dolarów (dzięki nowym wkładom Niemiec, Francji, Finlandii, Norwegii i Szwajcarii). To zła wiadomość dla dotkniętych zmianami klimatu społeczności w państwach rozwijających się, tym niemniej obiecany zastrzyk finansowy to lina ratunkowa dla Funduszu Adaptacyjnego, którego główne źródło finansowania w ostatnich latach praktycznie wyschło z uwagi na dramatyczny spadek cen węgla (http://unfccc.int/files/meetings/warsaw_nov_2013/decisions/application/pdf/cmp9_afboard.pdf). Państwa rozwijające się nie wywalczyły w Warszawie zobowiązania do przeznaczania przynajmniej 50 procent wszystkich publicznych środków przeznaczonych na walkę ze zmianami klimatu na działania adaptacyjne (które na całym świecie są chronicznie niedofinansowane). Nie zdołały też uzyskać jasnych deklaracji odnośnie zasilenia Zielonego Funduszu Klimatycznego (GCF), który ma w przyszłości rozdzielać znaczną część nowej puli środków pochodzących z wielostronnego finansowania mechanizmu adaptacyjnego. W Warszawie padła tylko jedna deklaracja dotycząca Zielonego Funduszu Klimatycznego (około 45 milionów dolarów od Szwecji i ponowienie deklaracji przez Koreę Południową, opiewającą na sumę 40 milionów dolarów). Tym niemniej kilka europejskich państw dało do zrozumienia, że przeznaczą znaczne środki do GCF gdy ten stanie na nogi i będzie w stanie zarządzać funduszami. Dlatego też w wytycznych COP dla GCF (http://unfccc.int/files/meetings/warsaw_nov_2013/decisions/application/pdf/cop19_report_gcf.pdf) wezwano Zarząd GCF do pilnego wdrożenia kluczowych elementów polityki, które GCF przyjął na swoim październikowym spotkaniu w Paryżu (Zarząd GCF ma się nimi zająć przed dwoma kolejnymi spotkaniami zaplanowanymi na pierwszą połowę 2014 roku). Ma to na celu umożliwienie państwom rozwiniętym poczynienie „ambitnych i terminowych wkładów” podczas początkowej mobilizacji środków GCF, która ma zakończyć się w przyszłym roku przed COP 20 w Limie. W wytycznych raz jeszcze podkreślono, że do korzystania ze środków funduszu kwalifikują się wszystkie państwa rozwijające się, natomiast w przydzielaniu finansowania GCF rozważać będzie przypadek każdego kraju z osobna, równoważąc wydatki między łagodzeniem a przystosowywaniem do zmian klimatu.

W warszawskich dyskusjach na temat finansowania nietrudno było zauważyć, że kraje rozwijające się postrzegają GCF jako kluczowy instrument finansowy porozumienia z 2015 roku. Tymczasem kraje rozwinięte widzą GCF jako jeden z wielu konkurencyjnych mechanizmów finansowania (wśród których część pozostaje poza ramami UNFCCC). Kraje rozwijające się będą zatem bacznie przyglądać się deklaracjom, jakie państwa rozwinięte złożą odnośnie początkowej mobilizacji środków GCF, co jak się oczekuje nastąpi w okolicach Szczytu Klimatycznego organizowanego przez Ban-Ki Moona we wrześniu 2014 roku. Pozwoli im to zorientować się na ile poważnie i ambitnie kraje rozwinięte traktują ewentualne zobowiązania po 2020 roku. Bogatsze o tą wiedzę kraje rozwijające się będą w stanie podjąć odpowiednie kroki w Limie oraz w okresie poprzedzającym konferencję w Paryżu.

REDD+
Ku zaskoczeniu niektórych, a w opinii innych stanowczo za późno, w Warszawie przyjęto pakiet siedmiu decyzji finalizujących stworzenie „Warszawskich Ram Mechanizmu REDD+” (Redukcji Emisji z Wylesiania i Degradacji Lasów). Strony uzgodniły, że środki na finansowanie działań REDD+ powinny być przekazywane w oparciu o osiągnięte rezultaty, zatem kraje ubiegające się o wypłaty powinny udostępnić informacje w jaki sposób konieczne wymogi są realizowane i przestrzegane (http://unfccc.int/files/meetings/warsaw_nov_2013/decisions/application/pdf/cop19_redd_finance.pdf). Zielony Fundusz Klimatyczny, który podczas październikowego posiedzenia swojego Zarządu w Paryżu potwierdził, iż wdrożenie REDD+ będzie obszarem jego inwestycji, odgrywać będzie kluczową rolę w rozdzielaniu środków REDD+, które odbywać się będzie w oparciu o wspomnianą zasadę rezultatu.

Tymczasem, jak gdyby w geście udaremnienia przyjętej decyzji, trzy państwa, które nie ogłosiły jeszcze swojego wkładu do GCF zadeklarowały wpłacenie w sumie 280 milionów dolarów na rzecz BioCarbon Fund Initiative for Sustainable Forest Landscapes, nowego wielostronnego mechanizmu pozostającego poza ramami UNFCCC i zarządzanego przez Bank Światowy. Nowa instytucja propaguje łagodzenie skutków zmian klimatu poprzez skupienie się na obszarach lądowych (łącząc działania przewidziane w REDD+, przyjazne dla klimatu rolnictwo i wykorzystanie biomasy). Stany Zjednoczone zadeklarowały najmniejszy wkład spośród uczestniczących krajów, wynoszący zaledwie 25 milionów dolarów, Norwegia wpłaci 135 milionów dolarów, a Zjednoczone Królestwo 120 milionów dolarów.

Co interesujące, Brazylia, jeden z kluczowych krajów pod względem zalesienia, znalazła się pod dużą presją gdy Minister Izabella Teixeira musiała tłumaczyć się dlaczego w Amazonii po raz pierwszy od 2005 roku wylesianie wykazało tendencję wzrostową. Brazylijskie organizacje pozarządowe oczywiście szybko przypomniały przyczynę takiego obrotu spraw: wylesianie zaczęło przybierać coraz większe rozmiary po nowelizacji ustawy o lasach w 2012 roku (przewidującej między innymi amnestię za przestępstwa popełnione w związku z eksploatacją lasów).

Zbiegło się to czasie z uruchomieniem przez Brazylię pierwszego krajowego systemu handlu prawami do wylesiania (na zasadzie offsetu), który odbywać się będzie na nowoutworzonej Bolsa Verde (Zielona Giełda). I choć Brazylia silnie (i z powodzeniem) lobbowała przeciwko oparciu międzynarodowego mechanizmu REDD+ o zasady rynkowe, to warszawskie porozumienie nie zakazuje państwom tworzenia krajowych czy też dwustronnych rynków REDD+. Takie rozwiązanie jest bardzo korzystne dla potężnego lobby rolniczego w Brazylii i na świecie.

Równość płci i zmiany klimatu
Podjęta w zeszłym roku decyzja wzywająca do działań na rzecz parytetu płci w składach delegacji Stron i organów COP okrzyknięta została „cudem w Dausze”. Rok później w Warszawie temat równości płci i zmian klimatu figurował już w oficjalnym programie warsztatu organizowanego przez Organ Doradczy ds. Implementacji (SBI) oraz na agendzie wyłonionej później grupy kontaktowej. Strony i obserwatorzy szczytu wyszli poza rozważania na temat równego udziału mężczyzn i kobiet w organach powołanych przez UNFCCC i Protokół z Kioto. Poszerzając obszar refleksji debatowano nad potrzebami wzmocnienia instytucjonalnego i wdrożenia polityk uwzględniających płeć, w szczególności w odniesieniu do obszarów łagodzenia zmian klimatu, działań adaptacyjnych, finansowania, wzmocnienia instytucjonalnego i technologii. COP przyjął konkluzje rekomendowane przez grupę kontaktową SBI, choć najważniejsze aspekty, czyli wezwanie do stworzenia ram i harmonogramu dla działań na rzecz polityk uwzględniających płeć, zepchnięto do aneksu załączonego do tekstu konkluzji (http://unfccc.int/resource/docs/2013/sbi/eng/l16.pdf).

Niestety, dalsze prace tym zakresie mogą zostać na powrót podjęte nie wcześniej niż podczas COP 20, a nie na czerwcowej sesji SBI, co wśród zwolenników polityki równości płci budzi obawy, że inicjatywa wytraci impet. Środowiska zajmujące się równością płci i prawami kobiet były także głęboko zawiedzione „Dniem Równości Płci”, oficjalną imprezą towarzyszącą COP 19 zorganizowaną 19 listopada, podczas której szefowa UNFCCC Christiana Figueres wezwała uczestników do skupienia się na „wizjach”, a nie samym wdrażaniu decyzji z Dauhy. W istocie, brak postępu we wdrażaniu polityk klimatycznych uwzględniających płeć powinien mocno wybrzmieć w kontekście całokształtu dyskusji o równości płci i zmianach klimatu. Aby tak się stało nie wystarczy zajmować się równością płci jako odosobnionym zagadnieniem, musi ono zostać uznane jako integralna część wszystkich aspektów działalności COP, w tym finansowania, technologii, strat i szkód, adaptacji i łagodzenia skutków zmian klimatu. Podczas prac w grupach kontaktowych i nieformalnych dyskusji czyniono odniesienia do kwestii równości płci, jak choćby w trakcie negocjacji dotyczących finansowania, gdzie temat ten pojawiał się częściej niż dotychczas. Nie licząc jednak omawianego dokumentu, w ostatecznych wersjach przyjętych decyzji znalazło się niewiele odniesień do równości płci: wspomniana została w Warszawskim Mechanizmie Strat i Szkód, w zapisie wzywającym do zbierania danych uwzględniających płeć, w programie działania z Nairobi dotyczącym adaptacji, w którym wezwano do podejścia uwzględniającego płeć, a także w odniesieniu do przeglądu mechanizmu finansowego, gdzie płeć jest jednym z kryteriów jego efektywności [5].

Koniec Protokołu z Kioto?
W Warszawie nie zdołano porozumieć się nawet odnośnie wydawałoby się oczywistej kwestii, czyli ratyfikacji drugiego okresu rozliczeniowego Protokołu z Kyoto (PK), uzgodnionego w zeszłym roku w Dausze. Kraje wciąż nie są w stanie ustalić, w jaki sposób obliczać zwolnienia emisyjne dla drugiego okresu rozliczeniowego. W tym kontekście strategia negocjacyjna, która pozwoliła na osiągnięcie porozumienia w Dausze wydawała się względnie rozsądna, choć przyszło za nią zapłacić. W Katarze Rosja nie chciała przystąpić do porozumienia, ale jej sprzeciw został uchylony przez katarską prezydencję. W odpowiedzi, na sesji w Bonn Rosja zażądała by procedurami decyzyjnymi COP zajął się SBI, co doprowadziło do zablokowania niemal wszystkich dyskusji podczas czerwcowego posiedzenia tego organu. Stanowisko to Rosja podtrzymała w Warszawie, co w efekcie doprowadziło do impasu w negocjacjach i przesunięcia rozstrzygnięć na rok 2014. Oznacza to, że UE będzie miała bardzo duże trudności z ratyfikacją i wdrożeniem drugiego okresu rozliczeniowego, a jest to warunek wstępny zaangażowania G77 i Chin w dalsze dyskusje w ramach ADP.

W tym kontekście należy ostrożnie zauważyć, iż to Wenezuela (członek grup G77 i LMDC) nalegała by wstrzymać się z ostatecznymi rozstrzygnięciami względem kwestii wdrożeniowych PK zanim nie nastąpi porozumienie odnośnie innych kwestii. Podstawowe założenia negocjacyjne? Sprytna strategia? Taktyka? pewnością nie ułatwi to UE forsowania swojego pakietu klimatyczno-energetycznego na okres po 2020 roku. Tymczasem Rosja, Polska, Ukraina i inni wciąż będą zatruwać negocjacje klimatyczne problematyką AAU-sów (tzw. „hot air”).

Można by zadać pytanie, dlaczego tak trudno dojść krajom do porozumienia w kwestiach technicznych, których uzgodnienie pchnęłoby do przodu proces ratyfikacji. USA wypisały się z PK już dawno temu. Kanada go nie wdrożyła, uchylając się od wypełnienia postanowień umowy, którą sama ratyfikowała. Do drugiego okresu rozliczeniowego przystąpiło niewielu uczestników (UE, Australia, Norwegia, Szwajcaria, Islandia, Monako, Liechtenstein, Białoruś, Ukraina i Kazachstan). Wspólnie emitują oni niecałe 15 procent globalnych emisji, co jest udziałem niewystarczającym dla osiągnięcia efektów, dla których mechanizm został stworzony. Scenariusz przewidujący trzeci okres rozliczeniowy jest nierealistyczny. Zarówno bogate kraje jak i duzi emitenci z grupy państw rozwijających się dali dobitnie do zrozumienia, że nie mają w planach zobowiązań na okres po 2020 roku.
Brak postępów w tym obszarze to fiasko założeń z Durbanu. Porozumienie wspierane przez wszystkich i oparte o zróżnicowane wkłady wydaje się w chwili obecnej nieosiągalne – a rok 2015 zbliża się wielkimi krokami. Forma prawna porozumienia z 2015 roku ma oczywiście duże znaczenie i w tym momencie nie jest jasne, w jaki sposób wartościowe elementy porozumienia z Kioto (prawnie wiążąca umowa, reguły zgodności i odpowiedzialności, porównywalność wysiłków itd.) będzie można wpisać w porozumienie oparte na zasadzie oddolnych deklaracji i ich przeglądu. Jeśli miałoby być czymś więcej niż szeregiem decyzji COP nie może mieć postaci protokołu czy podobnego instrumentu prawnego. Wydaje się, że większość rządów preferuje jednak grę pozorów: wskazywanie na winnych po drugiej stronie by odwrócić uwagę od własnej bierności, i udawanie, że zmiany klimatu to gra o sumie zerowej.

Już od czasu COP 15 w Kopenhadze w kręgu organizacji pozarządowych dyskutowało się o rezygnacji z uczestnictwa w konferencjach, czy też raczej zbojkotowania ich. To oczywiście może przyjąć najprzeróżniejsze formy. Rzeczywiście, całkiem sporo organizacji w następstwie Kopenhagi zrezygnowało z zaangażowania w proces negocjacji. Wśród nich znalazły się zwłaszcza podmioty z bardziej krytycznych części spektrum społeczeństwa obywatelskiego oraz grupy reprezentujące oddolne ruchy w krajach rozwijających się. Organizacje te nie uczestniczyły w kolejnych COP-ach i raczej nie oczekują, że międzynarodowe negocjacje klimatyczne mogą przynieść jakiekolwiek wartościowe rozstrzygnięcia. Inne organizacje zmieniły priorytety i wykorzystują dziś zasoby ludzkie, finansowe i czasowe w działalności na poziomie lokalnym i krajowym – choć niektóre z nich i tak uczestniczą w dorocznym cyrku klimatycznym. Taki rozwój sytuacji należy oczywiście postrzegać także w kontekście zmieniających się strategii i priorytetów podmiotów finansujących działalność organizacji pozarządowych.

 

 

W Warszawie było wielu przedstawicieli organizacji pozarządowych lobbujących Strony od wewnątrz lub budujących mosty między aktorami wewnętrznymi i zewnętrznymi. Jednak większość poczuła się zniechęcona tym co zobaczyła i po raz pierwszy w historii COP ponad 800 przedstawicieli organizacji pozarządowych z całego świata w drugim tygodniu konferencji we czwartek po południu opuściło Stadion Narodowy. Przekaz był jasny i czytelny: Nie wierzymy, że ten COP może przynieść jakiekolwiek rozstrzygnięcia. Ale nie opuszczamy całego procesu. Do zobaczenia w Limie (#volveremos). Akcja była w znacznej mierze dziełem „C7” (WWF, Greenpeace, Oxfam, Action Aid, Christian Aid, Friends of the Earth international, International Trade Union Confederation). A ich kolektywna siła PR wyniosła wydarzenie na czołówki gazet całego świata.
Z innych i całkowicie uzasadnionych powodów część organizacji pozarządowych pozostało na stadionie. W smętnej scenerii opustoszałego stadionu ich reprezentanci zorganizowali „doping” dla posiedzenia plenarnego zamykającego COP 19. Ich donośne śpiewy i okrzyki w reakcji na oświadczenia poszczególnych delegacji zasiadających w namiotach ustawionych na boisku sygnalizowały niezadowolenie lub poparcie dla podjętych rozstrzygnięć. Protesty były tak głośne jak tylko jest to możliwe wewnątrz. Niestety i to nie wystarczyło.

Pozostaje przedmiotem dyskusji w jakim stopniu „Warsaw Walk Out” przyczynił się budowania presji wobec rządów i czy pogłębił podziały w łonie społeczeństwa obywatelskiego czy też raczej pomógł odbudować mosty między aktorami zewnętrznymi a wewnętrznymi. Post i szereg bezpośrednich akcji podczas pierwszego tygodnia konferencji, które poskutkowały odebraniem przepustek kilku młodym aktywistom, to oznaki coraz większej frustracji ale i rosnącej odwagi, która w okresie poprzedzającym konferencję w Paryżu może przerodzić się w coś więcej niż tylko medialną burzę.

W międzyczasie, nawet w kontekście konferencji klimatycznych, całkiem spore grono pojedynczych osób i organizacji radykalizuje się w poszukiwaniu strategii, które byłyby bardziej efektywne niż polityka małych kroków. W tym kontekście należy wymienić projekt badawczy z nazwy wymieniający głównych emitentów dwutlenku węgla (http://carbonmajors.org/), radykalne podejście do redukcji emisji postulowane przez Tyndall Centre (http://www.tyndall.ac.uk/radical-emission-reduction-conference), wezwanie do przyjęcia celu zero emisji (netto) do roku 2050 (na przykład IDDRI: http://www.iddri.org/Publications/Possible-Elements-of-a-2015-Legal-Agreement-on-Climate-Change) czy opracowanie Fundacji Heinricha Bölla noszące nazwę „Call for a Strategic Reset” („Czas na strategiczny reset” (http://www.boell.de/en/2013/09/05/what-future-international-climate-politics). Zapewne nie są to jedyne propozycje i miejmy nadzieję, że w kluczowych dwóch latach przed konferencją w Paryżu zacznie się ich pojawiać coraz więcej, a te z kolei zaszczepią nową nadzieję i zainspirują radykalne rozwiązania.

„Wszystko to jednak będzie wymagało pogłębionej dyskusji po opadnięciu pyłu” - zasłyszano delegata zwracającego się do Christiany Figueres podczas ostatniego dnia COP. „Jakiego pyłu?” - zapytała. „Węglowego” – padła odpowiedź.

Autorki z biur HBS - Lili Fuhr (Berlin), Liane Schalatek (Waszyngton), Katarzyna Ugryn (Warszawa), Wanun Permpibul (Bangkok) - pragną podziękować anonimowym recenzentom za ich cenne uwagi i wnikliwe komentarze.

[1] @yebsano: „I will continue to do fasting on the 13th day of each month, as a remembrance of the 13 days of #FastingForTheClimate" #COP19”
[2] Artykuł 2 UNFCCC zawiera odniesienie do nadrzędnego celu konwencji: „ustabilizowania koncentracji gazów cieplarnianych w atmosferze na poziomie, który zapobiegałby niebezpiecznej antropogenicznej ingerencji w system klimatyczny”.
[3] http://en.wikipedia.org/wiki/Grupa_Lotos, http://www.lotos.pl/en/.
[4] http://en.wikipedia.org/wiki/Polska_Grupa_Energetyczna.
[5] Oprócz konkluzji dotyczących równości płci i zmian klimatu, inne odniesienia do tej kwestii zawarte są w: Warszawski Mechanizm Strat i Szkód (paragraf 5.a.ii.) – http://unfccc.int/files/meetings/warsaw_nov_2013/decisions/application/…; Program działania z Nairobi dotyczący adaptacji (Preambuła) – http://unfccc.int/files/meetings/warsaw_nov_2013/decisions/application/…; Klimatyczne Centrum Technologiczne i procedury sieciowe (Preambuła i paragraf 4) – http://unfccc.int/files/meetings/warsaw_nov_2013/decisions/application/…; piąty przegląd mechanizmu finansowania (Aneks, paragraf 3) - http://unfccc.int/files/meetings/warsaw_nov_2013/decisions/application/…); Grupy konsultacyjne dla komunikacji krajowej (paragraf 5) - http://unfccc.int/files/meetings/warsaw_nov_2013/decisions/application/…); Komitet ds. Zgodności z Protokołem z Kyoto (Preambuła) --http://unfccc.int/files/meetings/warsaw_nov_2013/decisions/application/…).