„Zawsze będziemy mieć Paryż”. Ocena i skutki COP22 w Marrakeszu

„Zawsze będziemy mieć Paryż”. Ocena i skutki COP22 w Marrakeszu

COP22 w MarrakeszuW Marrakeszu nie było przełomu, ale atmosfera z Paryża żyje dalej.. Autor/ka: ZME Science. Creative Commons License LogoZdjęcie na licencji Creative Commons License.

Mimo zwycięstwa Trumpa w wyborach prezydenckich w Ameryce (a może właśnie z tego powodu?) podczas Konferencji klimatycznej ONZ - COP22 w Marrakeszu doszło do zbliżenia państw wspólnoty. Konieczne jest jednak wyraźne przyspieszenie działań implementujących porozumienie paryskie, w przeciwnym razie osiągnięcie limitu 1,5°C nie będzie możliwe.

4 listopada, dwa dni po otwarciu konferencji klimatycznej w Marrakeszu, weszło w życie porozumienie klimatyczne z Paryża. Większość państw potwierdziła umowę w swoich narodowych parlamentach. To precedensowy przypadek, by w tak krótkim czasie, bo zaledwie w przeciągu 10 miesięcy, tak wiele  krajów przystąpiło do międzynarodowego porozumienia. Sekretarz Generalny ONZ Ban Ki Moon w ostatnim przemówieniu swojej kadencji podczas konferencji w Marrakeszu chwalił zdecydowanie państw – stron umowy. Chwilę później – w drugim dniu szczytu klimatycznego – atmosfera euforii zamieniła się w przygnębienie.  

Zdecydowane zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach w USA, który zmiany klimatyczne określił chińską zmową oraz kwestionuje całokształt wspólnotowego, międzynarodowego zaangażowania USA, poważnie wpłynęło na atmosferę w Marrakeszu. Uzasadnione obawy, że Trump mógłby wycofać się z porozumienia paryskiego i w ten sposób zniweczyć wszystkie osiągnięcia  swojego poprzednika Baracka Obamy, a nawet zrezygnować z członkostwa USA w Ramowej Konwencji Klimatycznej ONZ, zdominowały prawie wszystkie dyskusje. Tym samym rzeczywisty temat przewodni szczytu – zmiany klimatyczne w Afryce – został pominięty.   

A stawka dla tego kontynentu jest bardzo wysoka: Już teraz Afryka dotkliwie odczuwa skutki zmian klimatu, rządy poszczególnych państw żądają wsparcia finansowego i technologicznego, również przy tworzeniu zasobów niezbędnych do realizacji założonych krajowych celów klimatycznych – i to nie tylko w zakresie ochrony klimatu, ale przede wszystkim w ramach znacznie pilniejszych działań przystosowawczych do zmian klimatu.

Kodeks Paryski   

"Musisz o tym pamiętać
...
Podstawowe rzeczy obowiązują.
W miarę upływu czasu."

Znakomita większość negocjacji w Marrakeszu toczyła się wokół interpretacji zapisów porozumienia z Paryża oraz specyfikacji tzw. „Kodeksu Paryskiego “ – rodzaju instrukcji obsługi dla realizacji poszczególnych postanowień. Za kompleksowymi tematami przypominającymi kwestie całkowicie techniczne kryły się polityczne konflikty najwyższego szczebla.

Konkretne dyskusje dotyczyły ustalenia, w jaki sposób państwa mają raportować sekretariatowi Ramowej Konwencji Klimatycznej ONZ o swoich aktywnościach w obszarach ochrony klimatu, działań przystosowawczych, finansowania, transferu technologii i tworzenia zasobów, a także w jakim stopniu mogą być pociągane do odpowiedzialności w  przypadku niedostatecznej realizacji lub niestosowania się do postanowień. Tworzony międzynarodowy spis ma zadbać o przejrzystość i porównywalność w tym procesie. Ten  punkt negocjowano wyjątkowo emocjonalnie i twardo: wiele krajów argumentuje bowiem, że skoro elementy krajowych planów klimatycznych są dobrowolne, to także tryb raportowania na temat postępów ich realizacji powinien pozostać w ich gestii. 

Ponadto zdaniem wielu, zbyt ostre kontrole stanowią atak na narodową suwerenność. Państwa rozwinięte wysuwają żądania, by wszystkie kraje były zobligowane do przedstawiania efektów prowadzonej polityki klimatycznej. Na to większość krajów rozwijających się może przystać wyłącznie pod warunkiem stworzenia osobnych reguł sprawozdawczości dla obu grup. Dla pierwszej rozwiązanie tego typu jest nie do przyjęcia. Przezwyciężenie schematycznego, dwubiegunowego podziału świata jest dla nich właśnie największym sukcesem porozumienia paryskiego. Kość niezgody, czyli zagadnienie sprawiedliwości klimatycznej (w sensie słynnego stwierdzenia „common but differentiated responsibilities“, CBDR) nie zniknęła więc wraz z ustaleniami z Paryża. 

Kolejne zagadnienie „Kodeksu Paryskiego“ stanowi pytanie, w jaki sposób nakłonić państwa do przestrzegania podjętych zobowiązań. Nie łatwo znaleźć na nie odpowiedź przy tzw.  inicjatywach oddolnych, a takim było porozumienie paryskie, bazujące na dobrowolnym zobowiązaniu w miejsce negocjowanych obowiązków zgodnie z CBDR.  Poprzednie porozumienie, czyli Protokół z Kioto, dawało tu jeszcze możliwości działania (choć jako delikatny monit). W świecie po szczycie w Paryżu realizacja umowy opiera się przede wszystkim na zasadzie transparentności oraz obowiązku raportowania.    

W Marrakeszu po raz pierwszy prowadzono negocjacje przy całkowicie nowym założeniu: Porozumienie z Paryża rozluźniło znany do tej pory podział stron konwencji klimatycznej na państwa rozwinięte i rozwijające się. W sensie formalnym, podział ten w dalszym ciągu funkcjonuje, ale wszystkie kraje są zobowiązane do wnoszenia dobrowolnych wkładów, tzw. kontrybucji (nationally determined contributions, NDCs). W ten sposób, w odróżnieniu od Protokołu z Kioto,  wszystkich 197 krajów członkowskich Ramowej Konwencji Klimatycznej definiuje własne cele klimatyczne - nawet jeśli ambicje państw rozwijających się przy ich ustalaniu są uwarunkowane otrzymaniem hojnej pomocy finansowej bogatych państw na ich realizację.

Szczyt klimatyczny a przestrzeganie praw człowieka

Dla międzynarodowych organizacji społeczeństwa obywatelskiego przy specyfikacji postanowień umowy z Paryża podczas szczytu w Marrakeszu poniższa kwestia miała znaczenie zasadnicze: w jakim zakresie uda się stworzyć warunki i możliwości do tego, aby z trudem wynegocjowane i ważkie zapisy dotyczące praw człowieka, równości płci czy zasady sprawiedliwości międzypokoleniowej, a także inne istotne zasady z preambuły porozumienia paryskiego zostały wpisane do poszczególnych kroków i instrumentów implementacyjnych, np. do obowiązku przejrzystości? I które z państw będą na tyle zmotywowane, by jako liderzy praw człowieka bronić tej agendy?

Wszystko wskazuje na to, że takich państw jest zbyt mało. W kwestiach dotyczących praw człowieka poczyniono w Marrakeszu tylko drobne postępy, przykładem mogą być odniesienia do praw człowieka w dyskusjach na temat wsparcia przy tworzeniu własnych zasobów lub włączania zagadnień praw człowieka do dyrektyw regulujących zasady raportowania o narodowych wkładach (NDC).   

Znacznie bardziej skuteczne były wysiłki, już poza porozumieniem paryskim, zmierzające do  przedłużenia o trzy kolejne lata i intensyfikacji w okresie do 2020 r. odłożonego podczas COP20 w Limie w 2014 r. dwuletniego Programu roboczego ws. równości płci i klimatu. W ten sposób rozszerzono zasadę pierwotnie ograniczoną tylko do równowagi płci przy ustalaniu składu delegacji. Poprzez skupienie się na budowaniu zasobów zespołów negocjujących wszystkie obszary konwencji wzmocnieniu ulegną zasady równości płci także w gremiach ekspertów i ekspertek ds. technicznych oraz w ramach mechanizmu finansowania. Na wszystkie strony i organy negocjacyjne nałożono obowiązek raportowania z uwzględnieniem działań na rzecz równouprawnienia. Jednakże brakuje konkretnych zobowiązań finansowych umożliwiających urzeczywistnienie tych reguł.

Powyższe kwestie były negocjowane w różnych gremiach, m.in. w ramach „Ad Hoc Working Group on the Paris Agreement“ (APA) oraz innych ciałach pomocniczych Ramowej Konwencji ds. zmian klimatu (SBSTA und SBI). Po raz pierwszy obradowała także w Marrakeszu  „Conference of the Parties serving as the meeting of the Parties to the Paris Agreement” (CMA). Była to teraz jednak tylko czysta formalność, prawdziwe decyzje zostaną podjęte podczas tej konferencji dopiero w 2018 r. I jeszcze jedno: w Marrakeszu obradowały także państwa–strony Protokołu z Kioto, i to pod skrótem CMP. 

Następny, rzeczywisty krok milowy w międzynarodowej polityce klimatycznej ma nastąpić w roku 2018. Nastąpią wtedy trzy istotne wydarzenia. Po pierwsze, Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu ONZ przedstawi specjalny raport dotyczący realizacji celów ograniczenia wzrostu temperatury do 1,5 stopni Celsjusza. Po drugie, zostanie wtedy ukończona opisana wyżej tzw. „instrukcji obsługi“ dla porozumienia paryskiego. I po trzecie, dojdzie do weryfikacji krajowych celów i działań w ramach NDCs.

W Marrakeszu dyskutowano także o tym, jakie mechanizmy zmusiłyby wszystkie państwa (a przede wszystkim państwa rozwinięte) do ponownego zaostrzenia i podniesienia dotychczas składanych obietnic. Dzisiejszy stan tych wkładów (NDCs) doprowadzi nas prawdopodobnie do poziomu ponad 3°C, co stanowi jawne zaprzeczenie dotychczasowych planów na poziomie 2-1,5°C. 

Istnieje kilka mechanizmów kontroli zobowiązań. Jednym z nich był tzw. „2016 Facilitative Dialogue“, który nie przyniósł nic poza wzajemnym oskarżeniem stron i wytykaniem błędów. Kolejny dialog tego typu planowany jest na 2018 r. Musi mieć jednak zdecydowanie szerszą agendę i zostać znacznie lepiej przygotowany. W tym kontekście tym bardziej niepokojący jest fakt, że COP24 w roku 2018 ma się ponownie odbyć w Polsce – w „węglowym sercu Europy“.  Na 2023 r. przypadnie także pierwsza kontrola, tzw. „Global Stocktake“ porozumienia paryskiego, rodzaj inwentaryzacji osiągnięć w skali świata po pięciu latach. 

Odejście od węgla i długoterminowe plany transformacyjne

„Tak sobie myślę, że to początek pięknej przyjaźni.“

W Marrakeszu powołano do życia tzw. partnerstwa NDC, w których państwa rozwinięte deklarują wsparcie dla Globalnego Południa w realizacji ich krajowych planów klimatycznych. Zainteresowanie kooperacją zgłosiły następujące państwa: Malediwy, Indonezja czy Uganda. Po stronie państw rozwiniętych pomoc zaoferowały m.in.: Niemcy, Francja, ale także USA i Kanada. Aby w skali globalnej, kraj po kraju, stworzyć warunki do rozwoju stylu życia i gospodarki respektujących limit 2°C, niezbędne są plany długoterminowe. Na szczycie w Paryżu państwa-strony wniosły swoje cele, w Marrakeszu pierwsze z nich przedstawiły długoterminowe plany ich implementacji. 

Po niemieckiej stronie można mówić o prawdziwym skoku w nadprzestrzeń, który udał się  ministrze ds. środowiska, Barbarze Hendricks przy prezentacji pierwszego planu ochrony klimatu do 2050. W Niemczech miesiącami wysłuchiwała zarzuty, że przyjęta strategia jest wyłącznie „rozwiązaniem light“ i nie zawiera konkretnej koncepcji całkowitego odejścia od węgla, w Marrakeszu natomiast została wyróżniona przez międzynarodową wspólnotę owacją i oklaskami. Wzorem Niemiec podążyły chwilę później także Stany Zjednoczone przedstawiając dążenia klimatyczne do 2050 r. – mimo dużego prawdopodobieństwa, że w kolejnych latach będą się kurzyć w biurkach administracji Trumpa. 

Także kolejne kraje, m.in. Meksyk i Kanada, podążały tym przykładem. Słabością tych celów i budowanych na ich podstawie polityk jest ich dobrowolność – co początkowo było warunkiem sukcesu porozumienia paryskiego, a w erze Trumpa mogłoby być kluczem do jego utrzymania. Rozmycie niemieckiego planu klimatycznego przez ministerstwa kierowane przez CSU, ale także przez ministra gospodarki, Sigmara Gabriela, w sprawie odejścia od węgla pokazuje, jak trudno jest wejść na ścieżkę transformacji nawet dla tzw. pionierów tego procesu. 

Ważnym sygnałem w tym kierunku była zapowiedź 47 państw szczególnie dotkniętych zmianami klimatycznymi (prawie wszystkie należą do Climate Vulnerable Forum, CVF). Państwa te oświadczyły, że chciałyby jak najszybciej – do 2030 r. a najpóźniej do 2050 r. – w stu procentach przejść na odnawialne źródła energii. Międzynarodowe organizacje społeczeństwa obywatelskiego oraz media słusznie je za to chwaliły. Jednak w kontekście  globalnym wyznanie to stanowi jedynie kroplę w morzu,  ponieważ emisje gazów cieplarnianych członków CVF w skali światowej nie mają większego znaczenia. 

Z politycznego punktu widzenia, w czasie negocjacji grają one jednak dość istotną rolę  – nawet jeśli część obserwatorek i obserwatorów odbiera ich stanowisko jako osłabienie spójnego frontu państw rozwijających się wobec spóźnionych ambicji i niespełnionych obietnic państw rozwiniętych. Co ciekawe, COP23 w przyszłym roku miało toczyć się pod przewodnictwem Fidżi, ale w związku z tym, że temu małemu państwu wyspiarskiemu brakuje środków na organizację, konferencja odbędzie się w Bonn. 

Rolnictwo i leśnictwo – sektory w reżimie zmian klimatu

„O, proszę Monsieur. Zagramy krótko. Proszę wpisać to na mój rachunek, ja go potem podrę. To bardzo satysfakcjonujące!“

Rolnictwo i leśnictwo grają decydującą rolę w implementacji porozumienia paryskiego i dlatego właśnie były przedmiotem prac różnych grup roboczych i treścią wielu dyskusji. Rozważane w ich ramach rozwiązania i instrumenty mogłyby umożliwić transformację w sektorze rolnictwa, a jednocześnie stanowić ochronę praw własności gruntów oraz zatrzymać proces wylesiania.

Z drugiej strony mogłyby także doprowadzić do intensyfikacji przemysłowej gospodarki rolnej i leśnej oraz podnieść ryzyko wysiedleń rdzennych i lokalnych społeczności, a także otworzyć nowe możliwości dla prób wyrównywania emisji z sektora kopalnego poprzez podejrzane działania kompensacyjne, tzw. offsety. Gra toczy się więc o wysoką stawkę, a decydujące polityczne kwestie ukrywa się często za skomplikowanymi, ewidentnie technicznymi punktami agendy.

Gleba i lasy mogą absorbować znaczące ilości CO2. Działania w sektorach leśnictwa i rolnictwa pod żadnym pozorem nie mogą być wykorzystywane do usprawiedliwienia braku działań w innych sektorach. Budżet CO2, który ustanowiła międzynarodowa wspólnota państw w Paryżu, nie pozostawia przestrzeni do stosowania offsetów. Innymi słowy: państwa rozwinięte nie mogą rekompensować swoich mało ambitnych działań odchodzenia od kopalnych źródeł energii poprzez tanie projekty redukcji emisji w państwach rozwijających się, czy innych sektorach jak rolnictwo czy leśnictwo.      

Procedury księgowe z Protokołu z Kioto zawierają bowiem poważny błąd przy naliczaniu emisji z sektorów rolnictwa i leśnictwa. Zdaniem Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu ONZ (IPCC) teoretycznie istniałaby możliwość zaliczenia spalania biomasy do działań neutralnych w kontekście CO2, jeśli powstałby osobny system monitorowania emisji powstających przy produkcji biomasy, a więc przy uprawach, zbiorach, karczowaniu lasów i innych. Takiego rozwiązania jednak nie ma w systemie z Kioto – a więc emisje co prawda powstają,  ale nie są rejestrowane ani u źródła ani przy spalaniu. 

W Marrakeszu wiele organizacji społeczeństwa obywatelskiego oraz część państw ostro walczyło o to, by procedury księgowe przy rejestrowaniu i raportowaniu emisji z rolnictwa nie powtórzyły nieprawidłowości Protokołu z Kioto. Procedury te muszą wyraźnie wskazywać, jakie emisje gdzie powstają i które gazy cieplarniane jak będą absorbowane, np. czy przez glebę czy lasy. Nie można kompensować postępującej wycinki lasów projektami zalesiania zupełnie innych obszarów. Niedozwolone jest ukrywanie innych gazów cieplarnianych pochodzących z rolnictwa, poza CO2, a więc np. metanu, poprzez zaliczanie ich do CO2 magazynowanego w glebie. Biomasy nie można zaliczyć do neutralnych źródeł energii w kontekście CO2, na co UE z pewnością bardzo chętnie by przystała.   

Przy ochronie klimatu chodzi jednak o znacznie więcej niż tylko o dwutlenek węgla. Dlatego niezwykle ważkie znaczenie ma fakt, aby w ramach kompleksowych obowiązków zachowania przejrzystości i sprawozdawczości, jakim podlegają państwa, jasno określić, iż treścią owych raportów mają być nie tylko ilości ton emitowanego dwutlenku węgla, ale także sposób uwzględniania w swoich działaniach perspektyw praw człowieka, rdzennych społeczności, kobiet oraz bezpieczeństwa żywnościowe i wszystkie innych zasad, do których przestrzegania zobowiązały się w Paryżu. Te wszystkie fundamentalne sprawy należy włączać nie tylko w raporty dotyczące krajowych planów klimatycznych (NDCs), ale także brać pod uwagę przy wspólnych działaniach weryfikacyjnych w ramach „2018 Facilitative Dialogue“ i „Global Stocktake 2023“.

Debata na temat ryzyka wiążącego się z włączeniem sektorów rolnictwa i leśnictwa do systemu handlu emisjami również nie jest nowa. W dyskusjach prowadzonych w Marrakeszu chodziło o uniemożliwienie otwarcia drzwi dla offsetów w nowo tworzonym „Mechanizmie Zrównoważonego Rozwoju“ (Sustainable Development Mechanism“, SDM).  Wiodącym tematem dyskusji w tym kontekście (poza ramową konwencją klimatyczną, ale wyraźnym odnoszącym się do negocjacji w Marrakeszu i wpływającym na nie) pozostaje decyzja Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego ICAO dotycząca stworzenia nowego globalnego mechanizmu rynkowego dla emisji z transportu lotniczego, tzw. programu „CORSIA“. Można więc wyjść z założenia, że w ten sposób w przyszłości największy popyt na noty kompensacyjne (także z sektorów rolnictwa i leśnictwa, a więc również poprzez tzw. certyfikaty REDD) będzie zgłaszany przez towarzystwa lotnicze.

Oficjalne negocjacje klimatyczne ws. rolnictwa są niezwykle zawiłe i tylko w niewielkim stopniu posuwają się do przodu - konflikty interesów pomiędzy państwami rozwiniętymi i rozwijającymi są po prostu zbyt poważne. Duże państwa rolnicze w grupie G77, jak Brazylia, Argentyna czy Indie, w żadnym wypadku nie chcą prowadzić odnośnych rozmów pod szyldem „ochrony klimatu“. One widzą rolnictwo wyłącznie jako temat w kontekście działań przystosowawczych do zmian klimatu. Państwa rozwinięte, w tym także państwa UE, widzą to inaczej i chcą m.in. zadbać także o to, by sektor rolnictwa wniósł swój wkład w dyskusję nt. „neutralności klimatycznej”, np. w związku z problematyczną produkcją biopaliw – z tego powodu słyszalna była w Marrakeszu ostra krytyka ze strony społeczeństwa obywatelskiego. 

Część organizacji pozarządowych żądała programu roboczego dotyczącego rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościowego, który zajmowałby się zarówno ochroną klimatu, jaki i działaniami przystosowawczymi i równocześnie dbałby o to, by priorytet stanowiły kompleksowe zagadnienia, m.in.:  rezygnacja z offsetów, agroekologia zamiast rolnictwa przemysłowego, prawa człowieka i kryteria społeczno-ekonomiczne. Pertraktacje przerwano i przeniesiono na maj 2017 r.

Agenda „Global Climate Action“

„Aresztujcie tych co zawsze.“ 

Ponieważ w krajowych planach ochrony klimatu aktualnie nie dzieje się zbyt wiele, międzynarodowa wspólnota państw  – podobnie jak w wielu innych obszarach – także w zakresie ochrony klimatu liczy na wkład sektora prywatnego licząc na dobrowolne zobowiązania. Ostatecznie od szczytu klimatycznego COP20 w Limie w 2014 r. prezentacja działań klimatycznych („Climate Actions”) podmiotów określanych mianem „non actors” (należą do nich poza sektorem prywatnym także miasta, samorządy terytorialne i organizacje pozarządowe) należy do stałych punktów programu każdego szczytu. Do istniejących już od dawna platform tzw. Global Climate Action Agenda (do której włączone są zarówno państwowa Lima-Paris Action Agenda jak i platforma działań klimatycznych skupiająca niezależnych aktorów  NAZCA ) w Marrakeszu doszła jeszcze jedna nowa: „Marrakesch Partnership for Global Climate Action“ promowana przez tzw. „Climate Champions“ Laurence Tubiana i Hakima El Haité.

Przesłanie jest następujące: tylko współdziałanie przedsiębiorstw, społeczeństwa obywatelskiego i polityki daje szansę na rozwiązanie kryzysu klimatycznego. Przykłady „dobrych praktyk“ mogą stanowić wzajemną zachętę, a także podgrzewać tzw. „wyścig na szczyt“. Poza negocjacjami (ale w całkowicie zintegrowanej przestrzeni) także tym razem miał miejsce prawdziwy festiwal zapowiedzi. Występują wśród nich zawsze takie, które mniej mają wspólnego z ochroną klimatu, a więcej z tzw. greenwashingiem koncernów ponoszących największą odpowiedzialność za zmiany klimatu. 

Jeden z hitów w tym kontekście w Marrakeszu stanowiła technologia wychwytywania i składowania dwutlenku węgla („Carbon Capture and Storage“,CCS) – nie tylko jako atut w rękach koncernów bazujących na paliwach kopalnych, które w ten sposób próbują skierować swój model biznesowy na tory przyjaznego środowisku rozwoju, ale także jako najważniejsza technologia wytwarzania tzw. „negatywnych emisji”, uważana przez wielu za niezbędną do utrzymania limitu 1,5°C.

Zakotwiczenie celów utrzymania celu 1,5°C w umowie klimatycznej stanowi w zasadzie krok milowy. Dla wielu małych państw wyspiarskich próg ten decyduje o ich przetrwaniu. Wielu specjalistów i specjalistek ds. klimatu wychodzi dziś z założenia, że za pięć lat przyjęty budżet emisji trzeba będzie rozszerzyć, aby osiągnąć ustalony cel. Piąty raport Światowej Rady Klimatu z 2014 r. bazuje w swoich scenariuszach na koncepcji „negatywnych emisji“ – w znacznych częściach zakładając cel 2°C. To znaczy: temperatura Ziemi może wzrosnąć o więcej niż 1,5 czy 2 stopnie, ale pod koniec stulecia musi istnieć wystarczająco dużo czynników regulujących klimat, aby jednak nie przekroczyć krytycznego progu.  Chodzi tu przede wszystkim o czynniki technologiczne, np.  spalanie biomasy w połączeniu z podziemnym magazynowaniem CO2 (bioenergia oraz CCS, BECCS). Aby to osiągnąć do uprawy roślin energetycznych potrzebny byłby areał odpowiadający 1,5 powierzchni Indii– co przyczyniłoby się zapewne do wzrostu cen artykułów żywnościowych i dalszych grabieży ziemi. Alternatywnym rozwiązaniem mogłoby być wielkopowierzchniowe zalesianie w skali świata, tu jednak tkwi zagrożenie powstania konkurencji w stosunku do terenów przeznaczonych na uprawy żywności – oraz katastrofy ekologicznej, ponieważ byłyby to przede wszystkim uprawy monokulturowe. Jeśli udałoby się przeforsować takie przekonanie, że możemy sobie pozwolić na przejściowe przekroczenie celów dotyczących utrzymania granicy wzrostu temperatury Ziemi, mogłoby to otworzyć drzwi dla zupełnie innych form geoinżynierii, jak choćby przesłanianie promieniowania słonecznego przy zastosowaniu olbrzymich żagli słonecznych, czy sztuczne wybuchy wulkanu. Coś takiego miałoby z pewnością trudne do opanowania skutki dla naszej planety – i postawiłoby nas przed ważkimi, zasadniczymi pytaniami dla demokracji: Kto kontroluje globalne ocieplenie? 

Szczególnie niepokojący pozostaje także fakt, iż wiele problemów, na które składają się przemysłowe uprawy monokulturowe, długotrwałe stosowanie nawozów sztucznych i inżynieria genetyczna, przy pomocy Climate Action Agenda przedostają się tylnymi drzwiami i wchodzą do agendy debaty klimatycznej. Wielcy gracze w agrobiznesie prezentują chętnie swoje „rozwiązania“,  jak np. BECCS czy „Climate Smart Agriculture“.

Pytanie za 100 mld dolarów

Podobnie jak w latach ubiegłych także w Marrakeszu finansowanie klimatu należały do tematów najtrudniejszych – jest to stały trend od 2009 r., kiedy to państwa rozwinięte obiecały w Kopenhadze, że od 2020 r. państwa rozwijające się będą otrzymywały roczne wsparcie w wysokości 100 mld dolarów amerykańskich. W ten sposób otrzymałyby pomoc zarówno na aktywności zmierzające do redukcji emisji, ale także działania przystosowawcze do zmian klimatu.  

Porozumienie paryskie, zamiast zaproponować podwyższenie obietnic z Kopenhagi, osłabiło   dodatkowo poczucie odpowiedzialności państw rozwiniętych za udostępnienie adekwatnych i długofalowych środków finansowych dla krajów rozwijających się, a do tego  jeszcze zaprosiło wszystkie strony porozumienia do wniesienia wkładu do złożonych obietnic finansowych. W ten sposób COP22 w Marrakeszu stał się papierkiem lakmusowym do określenia, czy po wejściu w życie porozumienia paryskiego państwa rozwinięte poważnie potraktują swoje zobowiązania finansowe, w szczególności jeśli chodzi o wyasygnowanie pieniędzy na działania przystosowawcze do zmian klimatu, tzw. „dziecko specjalnej troski“ funduszy klimatycznych. Odpowiedź jest jednoznaczna: z pewnością nie biorą ich na serio.

Rozwinięte państwa OECD opublikowały, co prawda, na krótko przed Marrakeszem, rodzaj progresywnego planu, zgodnie z którym ich publiczne środki przeznaczone na walkę ze zmianą klimatu dla państw rozwijających się mają wzrosnąć do 67 mld dolarów, a po zaliczeniu do tej puli środków prywatnych, możliwe będzie wygenerowanie środków w wysokości 93-133 mld dolarów. Kraje rozwijające się wspólnie z międzynarodowymi organizacjami społecznymi od lat domagają się stworzenia tego typu programu. Stosowana przez państwa OECD dość optymistyczna księgowość spotkała się jednak z krytyką szerokiej publiczności, bowiem porozumienie przyjęte podczas COP22, dotyczące długoterminowego finansowania nie wspomina o tych zamierzeniach ani razu, a dodatkowo odrzuca także propozycję państw rozwiniętych przejęcia metody rozliczeń stosowanej przez OECD do raportowania przez państwa rozwinięte na temat pomocy finansowej zgodnie z zapisami porozumienia paryskiego. 

Podczas „afrykańskiego COP-u“, głośno zachwalanego przez marokańską prezydencję, obietnice państw rozwiniętych dotyczące podwojenia do roku 2020  środków finansowych na działania przystosowawcze do zmian klimatu do wysokości 20 mld dolarów świadczyły bardziej o ich niemocy.  Ustalając w porozumieniu paryskim „równowagę“ pomiędzy finansowaniem działań związanych z ochroną klimatu i działań przystosowawczych państwa rozwijające się miały bardziej na myśli podział 50 na 50, niż 80 do 20. 

Z tego właśnie powodu wysuwne przez nie żądania nie dotyczyły podwojenia środków na działania przystosowawcze do zmian klimatu do 20 mld dolarów, ale przynajmniej czterokrotnego ich podwyższenia do wysokości 40 mld dolarów. W tym kontekście zobowiązanie Zielonego Funduszu Klimatycznego (GCF) do wydatkowania ponad połowy przyznanych mu 10 mld dolarów na działania przystosowawcze może stanowić przykład godny naśladowania. Jednakowoż 2,5 mld dolarów z tej kwoty zostało właśnie zakwestionowane przez stronę amerykańską już pod przewodnictwem Trumpa. 

W Marrakeszu składano, co prawda, nowe obietnice dotyczące finansowania działań przystosowawczych do zmian klimatu, mowa była jednak tylko o kwotach nieprzekraczających kilkudziesięciu milionów, a nie miliardów. Niemiecka gotowość do przyznania 50 mln Euro Funduszowi Adaptacyjnemu stale walczącemu o finansowe przeżycie, jest z pewnością godne pochwały. Ale rzeczywiste hojne wsparcie działań przystosowawczych w państwach rozwijających się powinno wyglądać zupełnie inaczej. Fakt, że co roku Fundusz Adaptacyjny występuje podczas szczytów klimatycznych z pozycji petenta, jest symptomatyczny. A to przecież ten fundusz wyrobił sobie markę poprzez innowacje przy wsparciu konkretnych projektów działań przystosowawczych do zmian klimatu, m.in. poprzez bezpośredni dostęp do środków finansowych dla narodowych instytucji z Globalnego Południa. 

Fundusz Adaptacyjny został stworzony w ramach protokołu z Kioto, który ma obowiązywać do 2020 r. Fakt, że zapisy Protokołu mają być włączone do nowego porozumienia paryskiego, to z pewnością zysk dla krajów rozwijających się. Kwotą 81 mln dolarów obiecaną przez Niemcy i innych członków UE w Marrakeszu będzie można doraźnie - pewnie do następnego szczytu - pokryć lukę w budżecie Funduszu. Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby jednak wypracowanie dla niego długoterminowej strategii finansowania.    

Fundusz miał być zasilany z opłaty naliczanej do certyfikatów CO2 z Mechanizmu Czystego Rozwoju (Clean Development Mechanism, CDM).  Obecnie są plany stworzenia podobnego wsparcia finansowego poprzez nowy „Mechanizm Zrównoważonego Rozwoju (SDM)”. Ale także to rozwiązanie nie pozwoli uniknąć poważnej podwyżki publicznych środków przeznaczanych przez państwa rozwinięte na działania przystosowawcze w tych rozwijających się, już dziś najbardziej dotkniętych zmianami klimatycznymi. Prywatne środki finansowe na działania adaptacyjne, takie jak przykładowa inicjatywa ubezpieczeniowa „InsuResilience“ zainicjowana przez niemiecką prezydencję w grupie G7 w 2015 r., mogą przy tym stanowić jedynie działania towarzyszące.

Mechanizm Czystego Rozwoju (CDM) jest programem ONZ umożliwiającym państwom rozwiniętym inwestowanie w projekty ochrony klimatu w krajach rozwijających się, zamiast oszczędzania emisji we własnym kraju.  Rynek ten jednak nie funkcjonuje: Bardzo trudno zmierzyć bowiem popyt na odpowiednie certyfikaty – a koszt emisji tony CO2 można wynegocjować już na 40 centów. A opłata ostatecznie niczego nie wnosi. Wiele projektów Mechanizmu Czystego Rozwoju budzi kontrowersje, m.in. projekty związane z energią wodną lub lasami. Zgodnie z szacunkami organizacji Carbon Market Watch tylko 40 procent deklarowanych redukcji emisji odpowiada realnym oszczędnościom. Problemem w Marrakeszu było ponowne zaognienie debaty wokół włączenia projektów CCS (wychwytywania i składowania CO2) do Mechanizmu Czystego Rozwoju (CDM). W związku z tym nie da się dziś przewidzieć przyszłości tego mechanizmu po 2020 r.

Kolejnym priorytetem z tzw. „południowej perspektywy“ podczas COP-u był dostęp do środków finansowych z Zielonego Funduszu Klimatycznego (GCF) i innych źródeł tego typu. Co prawda Afryka akredytowała do tej pory przy GCF wiele krajowych i regionalnych organizacji (z Maroka, Senegalu, Kenii, Togo, Nigerii i Etiopii), które bezpośrednio mogą korzystać z tych zasobów. Jednak część z tych środków jest wykorzystywana przez banki rozwoju wielostronnego, jak np. Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBRD), które m.in. wspierają także projekty związane z wykorzystaniem paliw kopalnych. Największą barierę w dostępie do tych pieniędzy stanowią standardy przejrzystości finansowej, których wiele krajowych agencji i organizacji (jeszcze) nie spełnia. Widać tu więc wyraźnie konieczność wzmożenia działań w kierunku tworzenia kapitału oraz wybierania do realizacji projektów krajowych agencji poprzez procedurę akredytacji przy GCF.   

Szczególnym zainteresowaniem w Marrakeszu cieszyła się „Afrykańska Inicjatywa Energii Odnawialnej” („Africa Renewable Energy Initiative“ AREI),  promowana w grudniu 2015 w Paryżu i wymieniona nawet bezpośrednio w postanowieniach COP21. AREI posiada mandat Unii Afrykańskiej. Rada nadzorcza składa się z przedstawicielek i przedstawicieli różnych afrykańskich instytucji, jak np. CAHOSCC (Committee of African Heads of State and Governments on Climate Change), AMCEN (African Ministerial Conference on the Environment) czy Afrykańskiego Banku Rozwoju AfDB. AREI postawiła sobie ambitny plan wytworzenia w Afryce do 2030 r. dodatkowych 300.000 MWe mocy z odnawialnych źródeł energii. Do roku 2020 z tych źródeł ma pochodzić 10.000 MWe mocy.  

Duch Warszawy

„Ale to jest ciągle historia bez zakończenia. Co dalej?“

Zawalone domy, zabici i ranni, ofiary bez dobytku – silne burze i powodzie przynoszą zniszczenie. Mimo bardzo radykalnych działań zmierzających do ochrony klimatu nie uda nam się całkowicie uniknąć skutków zmian klimatu spowodowanych działaniem człowieka, możliwe jest jedynie ich złagodzenie. Straty i szkody (Loss and Damage) wynikające ze zmian klimatu są rzeczywistością milionów ludzi na całym świecie.  

Już od dłuższego czasu nie wszystkie szkody udaje się zrównoważyć pieniędzmi. Ale mimo wszystko coraz częściej pojawia się pytanie: kto za to odpowie? Globalne Południe jest nimi najbardziej dotknięte. Obiecane środki na walkę ze zmianami  klimatu były pierwotnie przeznaczone na zupełnie inne cele, a mianowicie na redukcję emisji i działania przystosowawcze. Pod terminem „Loss and Damage“ kryją się właśnie skutki zmian klimatu, przed którymi nie można się już ochronić działaniami przystosowawczymi.   

Państwa ONZ od lat prowadzą spór, czy w tej sytuacji powinno się znaleźć jakieś dodatkowe finansowanie. W Marrakeszu dyskutowano na temat tzw. mechanizmu warszawskiego dotyczącego szkód i strat (WIM). Został on uchwalony w stolicy Polski, przed nami jego weryfikacja. Państwa rozwinięte chciałyby to jak najszybciej odhaczyć, a te rozwijające się dążą do szczegółowego i gruntownego procesu rewizyjnego. Na tym polu osiągnęły swój zamiar, audyt nastąpi jednak dopiero w 2019 r. 

Strony doszły do porozumienia, że od 2017 r. mechanizm WIM zajmie się szczegółowo kwestią finansowania strat i szkód – jest to istotny przełom, przed czym wiele państw rozwiniętych bardzo się broniło. Wszystko wskazuje na to, że 2017 r. ożywi dyskusję na temat tego istotnego zagadnienia – nie tylko dzięki prezydencji Fidżi przy COP23, małego państwa wyspiarskiego, które dobrze wie na czym polegają szkody i straty spowodowane zmianami klimatycznymi: Na początku 2016 r. cyklon „Winston” zabił 44 osoby i zniszczył 40.000 domów i publiczną infrastrukturę, m.in. szkoły, porty i sieci elektryczne. 

Pośrodku zmian klimatycznych

„Źródła? Jakie źródła?  Przecież jesteśmy na pustyni.“

Afryka Północna już teraz dotkliwie odczuwa wiele skutków zmian klimatu. Z jednej strony są to zagrożenia linii brzegowej spowodowane wzrostem poziomu wód w morzach oraz erozją, z drugiej strony postępuje pustynnienie terenów. Klimat staje się coraz bardziej suchy i gorący, a jeśli pada, to coraz częściej z tak wielką siłą, że sieci kanalizacyjne nie są w stanie przyjąć takich ilości wody. Coraz częściej powodzie zalewają miasta i rozległe tereny niszcząc uprawy, co powoduje  zamieranie działalności gospodarczej. 

W szerokiej społecznej świadomości zjawisk tych nie wiąże się jednak ze zmianami klimatycznymi. Ubolewają nad tym bardzo także marokańscy ekolodzy. COP22 w Marrakeszu przynajmniej w działalności organizacji pozarządowych przyniósł pewnego rodzaju ożywienie. Trzy dni przed szczytem międzynarodowe grono aktywistów i aktywistek spotkało się z licznymi marokańskimi grupami podczas konferencji „Zmień system, nie klimat” zorganizowanej przez Attac Marokko w Safi, mieście leżącym w regionie Marrakesz silnie zanieczyszczonym przez przemysł cementowy i chemiczny oraz zakłady produkujące piasek. W „Deklaracji z Safi” zawarto żądania grup ekologów, by zasoby kopalne pozostawić w ziemi oraz podkreślono, że skutki zmian klimatycznych wzmagają nierówności społeczne w lokalnych społecznościach, a problem ten dotyka przede wszystkim kobiety. 

Na agendę decydentów tematy te jednak jeszcze nie trafiły: w Maroku istnieje 30 partii, do Parlamentu wchodzi zwykle kilkanaście – żadna z nich nie ma w programie kwestii środowiskowych i klimatycznych. 

W Tunezji, innym kraju tego regionu, zachodzi właśnie zmiana w postrzeganiu polityki środowiskowej. Wśród partii politycznych rośnie zainteresowanie nowym obszarem, przy którym można podnosić kwestie jakości życia w miastach i regionach przemysłowych. Do tego coraz częściej dochodzą także inicjatywy organizacji pozarządowych dotyczących ochrony środowiska, zasobów, a od szczytu w Paryżu także polityki klimatycznej. 

Aktywistki i aktywiści klimatyczni tworzą aktualnie sieć kontaktów na Półwyspie Arabskim i w obszarze Morza Śródziemnego. Przykładem może być „Apel z Ain Soltan”. Jedna z tunezyjskich organizacji RAJ zebrała przed szczytem w Marrakeszu młodych ludzi, przedstawicielki i przedstawicieli NGO-sów z obu stron Morza Śródziemnego. Apel został podpisany przez osoby z Francji, Hiszpanii, Włoch, ale także Tunezji, Egiptu i Algierii, i wzywa do przejrzystości w układaniu składów delegacji, większego wpływu organizacji społeczeństwa obywatelskiego, prowadzenia lepszej polityki informacyjnej dotyczącej planów klimatycznych, stworzenia konkretnych projektów przystosowawczych, ale także do lepszego przygotowania pertraktacji. 

Ostatni punkt miał szczególne znaczenie właśnie w Marrakeszu ze względu na pozycję regionalną tradycyjnie dobrze wykształconych negocjatorów z Arabii Saudyjskiej. Nawet biorąc po uwagę fakt, iż ten kraj chce dokonać dywersyfikacji źródeł energii do 2030 i tuż przed szczytem ratyfikował Porozumienie z Paryża, nie ulega wątpliwości, że gra na czas i blokuje postępy w politykach klimatycznych państw arabskich. Przykładem może być Tunezja, która mogłaby wiele zyskać podczas obrad, a jest reprezentowana podczas szczytu przez jednego dyplomatę. 

Obok oficjalnych namiotów COP-u w Marrakeszu aktywiści i aktywistki z całego świata spotykali się i wymieniali w tzw. strefie autonomicznej („Espace auto-geré“). Powstał tu płomienny apel o sprawiedliwość klimatyczną, cel 1,5 stopnia i 100% OZE – w połączeniu z prawem człowieka do zdrowego środowiska. Tą inicjatywą uczestnicy chcieli zwrócić uwagę przede wszystkim na lokalne ruchy, takie jak „Stop zanieczyszczeniom“ z Gabes w Tunezji walczącym z przemysłem chemicznym. Doszło tu także do zbliżenia grup antyfrackingowych z Ain Salah w Algierii i Imider w Maroku, a także ruchów Standing Rock w USA bardziej znanych na Zachodzie czy Notre Dame we Francji.    

Co zostanie po Marrakeszu

„Zagraj jeszcze raz, Sam.“

Maroko jako gospodarz COP-u dołożyło wszelkich starań i zorganizowało bardzo udaną konferencję.  Jego rola jako pioniera polityki klimatycznej i energetycznej Maghrebu i Afryki była wyraźnie odczuwalna szczególnie w obszarze energii. Nie da się ukryć, że wszelkie społeczne i ekologiczne kwestie podporządkowują się tu królewskiemu celowi nadrzędnemu, jakim jest jak najszybsze przejście na OZE w obszarze dostaw energii, przykład może stanowić  elektrownia termiczno-solarna w Warzazat.

Czas pokaże, czy elektryczne taksówki Ubera i rowery pozostaną w Marrakeszu na dłużej także po zakończeniu szczytu, a apele o ochronę środowiska na wielkoformatowych ekranach rozproszonych po całym kraju odniosą jakiś skutek. Sukces takiego wydarzenia mierzy się również stopniem zaangażowania społeczeństwa w daną inicjatywę. 

Podpisaniem „Proklamacji ws. Działania“ (Marrakech Action Proclamation)  prezydencja COP-u chciała jeszcze raz wpłynąć na przebieg szczytu. Początkowo państwa rozwijające się zgłaszały obawy, że przy tym dokumencie może chodzić o podobny proces, który doprowadził do porażki negocjacji w 2009 r. w Kopenhadze. Wtedy prezydencja COP-u równolegle do oficjalnych, mozolnych negocjacji stworzyła nowy dokument „Copenhagen Accord“ uzgodniony tylko z nielicznymi państwami. Szybko okazało się, że w Marrakeszu obawy te były nieuzasadnione. Proklamacja zawiera jednak niewiele poza ciepłymi słowami i potwierdzeniem złożonych wcześniej zobowiązań i obietnic. 

Dla społeczności międzynarodowej szczególne znaczenie ma fakt, że wszystkie państwa trwają  nadal przy ustaleniach paryskiego porozumienia klimatycznego. Nawet jeśli szczyt w Marrakeszu nie był przełomem, udało się utrzymać atmosferę z Paryża. Tym, co pozostanie po szczycie w Marrakeszu – także w kontekście zwycięstwa Trumpa – to przesłanie: „Razem zmierzamy naprzód”.    

 

[1] Cytaty przy tytułach w tekście pochodzą w całości z filmu „Casablanca“ (1942) Michaela Curtiza. Tekst powstał we współpracy z KlimaJournalisten UG. Autorki i autorzy dziękują za niezwykle cenny wkład Kate Dooley, Alden Meyer, Julii-Anne Richards oraz Hansowi Verolme.

Powiązane treści

Dodaj nowy komentarz