"Nikt was tu nie chce” - Na co sztuka otwiera nam oczy

Komentarz

Jaką rolę odgrywa sztuka w społeczeństwie? Czego może nas nauczyć i dlaczego potrafi jednoczyć obcych sobie ludzi oraz poruszać w sposób, którego nie da się osiągnąć innymi środkami? Sztuka skłania do refleksji. Jako język serca nie tyle wyjaśnia świat, ile pozwala go przeżywać i doświadczać. 

Niedzielne popołudnie
Teaser Image Caption
Niedzielne popołudnie, Krzysztof Gil, 2026, dyptyk olej, płótno

Tak właśnie wygląda wystawa Krzysztofa Gila. Artysta zaprasza nas do świata jego doświadczeń, w którym wykluczenie i dyskryminacja są na porządku dziennym. 

Na obrazie „Widok z okna” widać trzy osoby: kobietę, mężczyznę i dziecko. Scena ma w sobie coś bardzo intymnego, co z kolei stanowi silny kontrast w stosunku do śladów po rzuconym jajku na oknie. Ślady tej codziennej mikroagresji przyciągają uwagę i łamią ciepłą atmosferę.

Nikt was tu nie chce_2
Widok z okna, Krzysztof Gil, 2026, olej, płótno

Instalacja „Północ na osiedlu” przedstawia stopnie schodów. Jest to imponująca metalowa rzeźba, na którą padają liczne światła. Cała przestrzeń wypełniona jest ogromnymi cieniami, które zdają się żyć własnym życiem. Schody są nawiązaniem do wspomnienia z dzieciństwa artysty. Dzielnica, w której wówczas mieszkał, została zaatakowana przez grupę skinheadów. Ukrywał się wraz z innymi dziećmi na najwyższym piętrze jednego z domów, a same schody stały się symbolem traumy i strachu odczuwanego w dorosłości myśląc o tamtych wydarzeniach. 

Kuratorka wystawy, Monika Weychert, świadoma roli, jaką sztuka odgrywa we współczesnym społeczeństwie, od wielu lat konsekwentnie zabiega o większą widoczność romskich artystów i artystek w świecie sztuki. Manifestacją jej działań stała się wystawa „Nikt was tu nie chce”. Jej praca doktorska zatytułowana „Niewidzialna Zagłada. Romska sztuka współczesna jako bunt podporządkowanych innych” otrzymała wyróżnienie rektora Uniwersytetu SWPS. Od wielu lat współpracuje z TVP Kultura; jest autorką artykułów opublikowanych w czasopismach naukowych i krytycznych oraz w katalogach wystaw. Jest redaktorką książek, członkinią AICA oraz adiunktką i koordynatorką kierunku dziennikarstwo i komunikacja społeczna na Uniwersytecie SWPS. By lepiej zrozumieć istotę wystawy oraz kryjące się za nią przesłanki związane z wykluczeniem i polaryzacją dzisiejszego społeczeństwa, zadaliśmy kuratorce kilka pytań.

Dlaczego jako kuratorka zdecydowała się Pani poruszyć ten temat i przygotować tę wystawę wspólnie z artystą – co wpłynęło na Pani decyzję dotyczącą wyboru tej tematyki?

Pomysł namysłu nad historycznymi i współczesnymi mechanizmami gettoizacji pochodził od artysty – Krzysztofa Gila. Z jednej strony był to powidok jego osobistych wspomnień z dzieciństwa a z drugiej - wyraz potrzeby przyjrzenia się obecnej sytuacji politycznej na świecie. Ja po prostu chciałam pracować z tym artystą, ponieważ wiedziałam, że za jakikolwiek temat się weźmiemy – wystawa będzie świetna. Krzysztof jest niesamowity: łączy głęboki namysł, skrupulatny research z niezwykłą biegłością techniczną. W tej twórczości wszystko się zgadza.

Nikt was tu nie chce_1
Krzysztof Gil

Wystawa została pomyślana jako przestrzeń dyskusji o wykluczeniu – zarówno w wymiarze społecznym, jak i w relacji między sztuką, artystami a społeczeństwem. Z perspektywy kuratorki, czy udało się uruchomić taki dialog? Czy podczas jej trwania pojawiły się reakcje lub rozmowy ze zwiedzającymi, które szczególnie Panią poruszyły lub zaskoczyły?

To było ciekawe doświadczenie. Jedna z sal przez czas trwania wystawy była wypełniona plastikowymi krzesłami. Ten i podobne modele mają długą historię. W 1946 roku Douglas C. Simpson stworzył innowacyjny projekt a jego nazwa – Monobloc nawiązywała do rewolucyjnego wówczas faktu, że jest ono odlane z jednego kawałka tworzywa sztucznego. Niskie koszty produkcji oraz możliwość sztaplowania krzeseł sprawiły, że stały się one prostym sposobem na zapewnienie miejsc siedzących dla dużej liczby osób. Ich wszechobecność stała się dla wielu problemem, jak w Bazylei, gdzie wprowadzono zakaz ich używania, argumentując, że szpecą one krajobraz miasta. Jednak używanie tanich i droższych wariacji na temat Monobloc i Fauteuil 300 (Henry Massonet, 1972) obecnie łączy ludzi na wszystkich kontynentach i wszystkich klas społecznych. Mimo krytyki i kontrowersji związanych z estetyką tego fotela i wpływem jego produkcji na środowisko, to przykład, że prawdziwie uniwersalny design nie zawsze musi być drogi i luksusowy. Jego siła tkwi w prostocie i dostępności dla każdego. Rozgadałam się na temat architektury wystawy, ponieważ zabieg ten zdziałał cuda. Nikt nie miał oporów, by siadać w sali wystawowej i spędzać tam dłuższy niż zwykle czas. Zatem także w tej przestrzeni proponowaliśmy wydarzenia towarzyszące – dyskusje i warsztaty przygotowane przez Fundację W Stronę Dialogu. Ale także cykl oprowadzań i spotkań z Krzysztofem Gilem i ze mną. Tych rozmów z osobami odwiedzającymi było niesamowicie dużo. Przewrotnie powiem, że niektóre reakcje mnie nie zaskoczyły. Nic a nic. Wynikały bowiem z mechanizmu, który znam bardzo dobrze: braku wiedzy na temat historii społecznej Romów i Romek w Europie. Kolejny już raz widziałam jak bardzo ta nowa wiedza potrafi zaskoczyć odbiorców i odbiorczynie. Wydaje mi się, że stoją za tym dwa zjawiska. Korzystanie z narzędzi krytyki postkolonialnej, ale pozbawionej lokalnego kontekstu po prostu nie wystarcza do opowiadania historii obywateli Polski romskiego pochodzenia. Jeden z tropów prowadzi mnie tutaj do dość kontrowersyjnej książki Hansa Kundnaniego. W wielkim skrócie autor dowodzi, że w momencie, kiedy Europa przestała być mocarstwem w jakimkolwiek sensie: politycznym, gospodarczym czy militarnym, jedyne czego można się uchwycić w europejskiej tożsamości jest misja cywilizacyjna. To ona stała się podwaliną nowej wspólnoty europejskiej jako potęgi cywilizującej. Odwołuje się przy tym do pojęcia proponowanego przez Józsefa Böröcza, czyli „eurobiałości” i „brudnej białości” (dla aspirujących krajów Europy Środkowo-Wschodniej). Już w tym przypadku widać, że w tej konstrukcji nie ma miejsca na podmioty nie-do-końca białe czy podmioty w ogóle nie-białe. Drugim filarem UE jest wspólnota pamięci. Jak pisze Kundnani: „Jednak pamięć zbiorowa, to zawsze pamięć wybiórcza (…) Uprzywilejowanie Holokaustu oraz podkreślenie jego wyjątkowości zaciera związki między nim a kolonializmem i niewolnictwem (…)”. Tym sensie pamięć romska – Zagłady Romów może być konkurencyjna i przyczyniać się do rozsadzenia mitotwórczej narracji UE. Stąd tak długo spychana była w niepamięć. To jest taki pośredni obszar operowania pamięcią pomiędzy pamięcią zbiorową a zapomnieniem. Zwykle rzeczy, których nie chcemy pamiętać, z powodu jakiejś innej społecznej gratyfikacji. Drugi trop natomiast jest znacznie bardziej praktyczny, choć równie ważny: „Współczesny język polski nie dysponuje wystarczającymi środkami, aby adekwatnie opisać zjawiska, procesy i problemy grup mniejszościowych i niedominujących, co prowadzi nie tylko do tego, że zjawiska te pozostają niewidoczne – bo jeśli coś nie jest nazwane lub jest niewystarczająco nazwane, to w świadomości społecznej nie istnieje – ale także do tego, że te zjawiska, procesy i problemy pozostają niezrozumiałe, a znaczenia im przypisywane nieadekwatne do tego, co realnie jest”– jak pisze Margaret Ohia-Nowak – jedna z gościń programu towarzyszącego wystawie. Natomiast zaskoczyły mnie i poruszyły niektóre skojarzenia odnoszące się do doświadczeń własnych osób odwiedzających. Pavel z Brazylii miał inne spojrzenie na społeczność romską, i ich społeczną rolę, ponieważ aż dwu prezydentów tego kraju miało romskie korzenie: Juscelino Kubitschek (demonstrowane wprost) i Washington Luís Pereira de Sousa (bardziej kontrowersyjne i ukrywane). Tomasz z Polski mówił o własnym doświadczeniu obozu przejściowego jako getta, kiedy to emigrował z Polski lat 80. Także tych osobistych indywidualnych platform odbioru było bardzo dużo i niektóre faktycznie zaskakujące. Wystawa miała wyjątkowo dobry odbiór publiczności. Widać to było także w mediach społecznościowych, gdzie wrażeniami często dzieliły się także osoby migranckie, osoby koloru, co także nie jest takie częste.

Dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, ważne jest, aby rozmawiać o tematach poruszanych na wystawie. Jaką rolę, Pani zdaniem, może odgrywać sztuka w społeczeństwie doświadczającym polaryzacji, uprzedzeń i wzajemnego niezrozumienia? Jak jako kuratorka postrzega Pani swoją rolę w tworzeniu przestrzeni do takich rozmów?

Jeśli mam się odwoływać do własnych doświadczeń, to obecnie nastawiona jestem nieco sceptycznie do działania sztuki na społeczeństwo wprost. Moja naiwna wiara, że tak może być po prostu przepadła. Jeśli choć jedna osoba zmieni swój sposób patrzenia na jakiś temat dzięki narzędziom sztuki, to już jest ogromne zwycięstwo. W czasach populizmu i fake newsów mamy ogromną konkurencję, której przekazy są proste i perswazyjne. Czy wysublimowane i metaforyczne prace Krzysztofa Gila mogą być dla nich komunikacyjną alternatywą? – obawiam się, że nie. Natomiast uważam też, że kropla drąży skałę. I tutaj czuję się dość spełnioną osobą jako kuratorka. Kiedy w 2013 i 2014 roku pokazywałam wystawy z udziałem artystów o romskich korzeniach, to w Polsce było to jeszcze zaskakujące dla wielu osób. Dzisiaj jesteśmy już po pawilonie polskim w Wenecji, kiedy to reprezentowała nas Małgorzata Mirga-Tas – pierwsza Romka w pawilonie narodowym w historii weneckiego biennale. Romskie osoby artystyczne wystawiają w centrach świata sztuki. Przez dziesięć lat sytuacja diametralnie się zmieniła. Sądzę, że takie procesy potrzebują czasu.

Czego życzyłaby sobie Pani, aby zwiedzający wynieśli z tej wystawy? Czy jest jakaś myśl, pytanie lub emocja, z którą szczególnie chciałaby Pani pozostawić odbiorców po wyjściu z galerii?

Przede wszystkim przesłania, które daje nam Krzysztof Gil. Po pierwsze, że opowieści, które snuje poprzez swoje narracyjne prace dotyczą Romów i Romek jako obywateli i obywatelek Polski, i że polska część tożsamości tych osób ma ogromną wagę – opowiadają bowiem o sytuacji współobywatelskiej. Drugą myślą jest dawanie autorzeczniczego świadectwa, ale nie przez reprodukowanie przemocy. Łatwo byłoby tak znakomitemu malarzowi przedstawić sceny pogromów, o jakich między innymi opowiada. Ale poprzez unikanie dosłowności Gil przenosi te sytuacje na poziom uniwersalny. Każdy z nas dziś może być odrzucony z jakiegoś powodu. Jak pisze Ece Temelkuran wszyscy jesteśmy na jakiś sposób wyzuci, i wszyscy na jakiś sposób możemy być odbierani jako obcy. A zatem konieczne jest przemyślenie, na jakich fundamentach dzisiaj może powstawać nasza nowa wspólnota. Ponieważ jasne jest, że musi się zmienić. Inaczej poruszać się będziemy przekraczając z trudem granice kolejnych gett.

Jak wyobraża sobie Pani obecność twórczości romskich artystów w polskich instytucjach kultury? Co powinno się zmienić, aby była ona częścią ich codziennego programu?

Wyobrażam sobie tę obecność artystów o romskich korzeniach w instytucjonalnym świecie sztuki, dokładnie tak samo jak obecność każdej innej osoby artystycznej i każdą inną twórczość. Jak pisze Terry Eagleton: „Jak każdy ruch radykalny polityka tożsamościowa jest wewnętrznie sprzeczna: jesteś wolny, gdy nie musisz się już przejmować kim właściwie jesteś. W tym sensie cel kłóci się ze środkami”. Nie każda osoba dobrze czuje się jako rzecznik_rzeczniczka swojej społeczności. Może nią być, ale nie ma takiego obowiązku. A zatem wyobrażam ją sobie równościowo. Tak jak zresztą osób innych etnosów żyjących w Polsce.

Nikt was tu nie chce_3
Savoir-vivre, Krzysztof Gil, olej, płótno

Sztuka jako przestrzeń dialogu i współodczuwania

W społeczeństwie, w którym dyskurs polityczny coraz silniej kształtowany jest przez populistyczne, radykalne i medialnie atrakcyjne przekazy, szczególnego znaczenia nabiera konsekwentne trzymanie się własnych wartości, mimo przesuwania się politycznego centrum w prawo. W efekcie poglądy, które jeszcze niedawno uchodziły za skrajne, stopniowo zyskują społeczną legitymizację, natomiast kwestie wcześniej postrzegane jako neutralne, ulegają upolitycznieniu.

Jaką rolę odgrywa w tym wszystkim sztuka? Sztuka jest częścią społeczeństwa obywatelskiego. Niezależnie od tego, jak mały jest to impuls, właśnie tutaj można skierować lub zapoczątkować dyskusję. To właśnie sztuka umożliwia obywatelkom i obywatelom zrozumienie z sercem innych sposobów postrzegania bez konieczności przyjmowania postawy obronnej. Sztuka i miejsca, w których ją spotykamy, mogą stać się schronieniem, podczas gdy wszędzie indziej panują podziały między frontami politycznymi. Sztuka może dawać nam impulsy i popychać nas w kierunki, których w ogóle nie dostrzegamy w codziennym życiu ani w debatach politycznych. 

Z wystawy Krzysztofa Gila można wynieść pewne konkretne odczucie, próbując choćby w jakimś stopniu wyobrazić sobie, jak to jest znajdować się pomiędzy dwiema kulturami. Zwiedzając wystawę, odbiorca ma możliwość doświadczenia piękna podwójnej przynależności kulturowej oraz różnorodności, jaką ona oferuje, ale także – a zwłaszcza – jak społeczeństwo wciąż wyklucza i dyskryminuje osoby o odrębnym od większości pochodzeniu etnicznym. Wystawa zachęca do dialogu. Dzieła te pobudzają serce do empatii. „Wtrącanie się jest jedynym sposobem, by pozostać realistą” – powiedział Heinrich Böll. A dzieła Gila zachęcają właśnie do tego: do wtrącania się. Zwłaszcza dzisiaj.

Zawarte w tekście poglądy i konkluzje wyrażają opinie kuratorki wystawy i nie muszą odzwierciedlać oficjalnego stanowiska Fundacji im. Heinricha Bölla.